Problemy z zapewnieniem dostaw ropy dla litewskich Możejek nie są nowe. Już jeden z inwestorów z tego powodu wycofał się z litewskiej rafinerii.
Amerykański koncern Williams International w październiku 1999 r przejął od litewskiego rządu 33 proc. udziałów w Możejkach i zarząd nad firmą. Wygrał rywalizację z Łukoilem, który dostarczał ropę dla litewskiej rafinerii. Wkrótce potem Możejkom zaczęło brakować surowca. Rafineria zupełnie stanęła w listopadzie 2000 r. Dla Amerykanów sprawa była jasna: Łukoil rozmyślnie zakręcał kurki, żeby zdenerwować litewskie władze i skłonić je do poszukania nowego partnera dla Możejek.
Jeśli taki był plan Łukoila, to powiódł się częściowo. Williams pozostał w Możejkach, a do inwestycji został włączony konkurencyjny wobec Łukoila koncern Jukos. Zagwarantował Możejkom 4,8 mln ton ropy rocznie przez 10 lat. Za 75 mln USD (i drugie tyle w ramach linii kredytowej) Jukos dostał 26,85 proc. akcji Możejek i stał się równoprawnym partnerem Williamsa.
Ale do czasu. Amerykanie nie zdołali zapewnić litewskiej firmie innych źródeł ropy i najpierw ograniczyli udziały, a potem zupełnie się wycofali - na rzecz Jukosu.
Czy jeśli teraz awaria rurociągu jest fikcją, a ropa nie płynie dlatego, że tak chce Łukoil - jak sugerują niektórzy eksperci - PKN Orlen powinien pójść tropem Amerykanów i podzielić się kontrolą nad Możejkami z jednym z rosyjskich dostawców surowca?