Reklama

Sezon ogórkowy na parkiecie

Obroty na Giełdzie Papierów Wartościowych są ostatnio bardzo niskie. W lipcu wróciły do poziomu z kwietnia. Czyżby wysoka temperatura odebrała graczom chęć do handlowania akcjami?

Publikacja: 03.08.2006 08:21

Jeżeli jacyś inwestorzy nie pakują w tej chwili walizek, to prawdopodobnie tylko dlatego, że już zdążyli zamienić codzienne miejsce pracy na leżak gdzieś na ciepłej plaży. Do takiego wniosku dochodzi zapewne każdy, kto obserwuje aktywność na giełdzie w ostatnich dniach. Obroty na sesjach maleją z miesiąca na miesiąc. W tygodniu kończącym siź 21 lipca średnie obroty na sesję spółkami z indeksu WIG20 wyniosły 746 mln zł. To najmniejsza wartość od początku kwietnia, a zarazem prawie połowa obrotów z przełomu czerwca i maja, kiedy inwestorzy w reakcji na spadki masowo pozbywali się akcji.

Sezonowe zmiany aktywności inwestorów są charakterystyczne dla każdego rynku akcji. Odbijają się nie tylko na obrotach, ale także na cenach akcji. Takie wahania mogą mieć charakter długo- lub krótkoterminowy. Mogą też tłumaczyć obecną senną atmosferę na parkiecie. Jednak czy to wyjaśnienie wystarczy?

Jakie zyski, taka aktywność

Najdłuższe cykle aktywności inwestorów mają związek z koniunkturą na giełdzie. Obroty zwykle rosną, gdy przez parkiet przetaczają się kolejne fale zwyżek, a spadają, gdy rynek wkracza w okres bessy. Dobrze to było widać w okresie hossy internetowej. W 2000 roku obroty sięgnęły niemal 170 mln złotych, co było wówczas wielkością niebagatelną. Po raz pierwszy od szczytu w 1994 roku wartość transakcji zawartych przez inwestorów przekroczyła kapitalizację całej giełdy, która wynosiła wówczas około 130 mln zł. W niecałe dwa lata później, gdy spadki po pęknięciu internetowego bąbla osiągnęły swoje dno, obroty wynosiły już jedynie 64 mln zł wobec 110 mln kapitalizacji. Była to na tyle duża różnica, że z braku klientów musiano zamykać wiele biur maklerskich. Gdy jednak począwszy od 2003 r. kursy zaczęły znów rosnąć, podążyła za nimi aktywność inwestorów.

Co ciekawe, praktycznie od 2001 r. maleje wielkość obrotów w relacji do kapitalizacji giełdy. Wówczas stosunek ten wynosił 78 proc., w 2002 r. już 58 proc., by w zeszłym roku osiągnąć wartość 45 proc. Może to oznaczać wzrost horyzontu inwestycyjnego graczy, którzy obecnie coraz rzadziej zawierają transakcje.

Reklama
Reklama

Trudno jednak wyjaśniać obecny ogórkowy sezon na rynku akcji za pomocą tak długofalowych trendów. Obecny stan rynku wręcz przyciąga coraz to nowe rzesze inwestorów na parkiet, którzy przyczyniają się do wzrostu obrotów. Może niedawną mizerną aktywność należałoby tłumaczyć zmianami sezonowymi, jakie mają miejsce w ciągu każdego roku?

Faktem jest, że obroty w okresie wakacyjnym często po prostu "siadają". Jednak nie jest to różnica tak duża, jak pozornie mogłoby się wydawać. Statystyka pokazuje, że zdecydowanie "najnudniejszym" miesiącem w roku dla giełdowych graczy jest sierpień. W ostatnich latach obroty były wówczas średnio o 12 proc. niższe niż w pozostałej części roku. Niewiele na rynku działo się zwykle w czerwcu i październiku - aktywność spadała przeciętnie o 7 proc. Co interesujące, statystyka nie pokazuje żadnego nadzwyczajnego obniżenia obrotów w lipcu, który wypada dokładnie w środku lata.

Największe obroty bywają zazwyczaj w styczniu i w lutym. Zjawisko to, zwane często "efektem stycznia", ma swoje odbicie także w cenach akcji. Stopa zwrotu z indeksu WIG wynosiła w przeszłości średnio 6 proc., a w lutym 4 proc., co jest wynikiem wyraźnie lepszym niż w innych okresach w roku. Podobną mocną zwyżkę wyróżniającą pierwsze miesiące roku można także zauważyć na większości rozwiniętych rynków zachodnich.

Oczywiście nie każdego roku zachowanie rynku podąża według tak idealnego schematu. Zdarza się, że to właśnie okres wakacyjny jest czasem dużej aktywności, natomiast na początku roku nie dzieje się zbyt wiele. Na przykład rok temu, gdy sezon huraganów spowodował znaczny wzrost cen ropy na świecie, z dużymi zwyżkami indeksów mieliśmy do czynienia właśnie w wakacje. Koniunktura na rynku surowcowym wyraźnie pociągnęła wówczas indeksy w górę. Jeszcze ciekawsza sytuacja miała miejsce w 2003 roku. Zdecydowanie najsłabszym okresem Święty Mikołaj na parkiecie

Każdy pewnie słyszał kiedyś o "rajdzie świętego Mikołaja", czyli dynamicznym wzroście kursów w drugiej połowie grudnia. Jako powód tych spektakularnych zwyżek wskazuje się zwykle fundusze inwestycyjne, starające się wyśrubować wyniki za mijający rok. "Efekt świętego Mikołaja", który mocno ugruntował już swoją pozycję w świadomości inwestorów, nie znajduje specjalnego potwierdzenia w danych historycznych. Przez ostatnie cztery sesje w roku (od Bożego Narodzenia do Nowego Roku) obroty są średnio o 21 proc. niższe niż w pozostałe dni. Nie ma ani śladu zwiększonej liczby transakcji dokonywanej przez fundusze inwestycyjne. Końcówka roku to zdecydowanie najspokojniejszy okres.Wprawdzie nie ma to większego znaczenia dla obecnego spadku obrotów na GPW, ale istnieją też na rynku pewne "mikrocykle" w aktywności inwestycyjnej, które można wyodrębnić w skali poszczególnych tygodni bądź nawet dni. Przykładowo, statystycznie najniższy wolumen transakcji notowany jest zwykle w poniedziałek. Różnica względem innych dni tygodnia wynosi 14 proc., a wobec czwartku, który jest dniem największej aktywności giełdowych graczy, jest to nawet 20 proc.

Zwykle rano otwarcie następuje przy stosunkowo wysokim wolumenie, który utrzymuje się do około godziny 12.00. Następnie obroty zaczynają maleć, by zaliczyć swoje dzienne minimum pomiędzy godziną 13.00 a 14.00. Spadające obroty ciągną za sobą także ceny. Akcje właśnie wtedy notowane są zwykle po najniższych cenach w ciągu dnia. Najwięcej transakcji inwestorzy zawierają tuż przed samym końcem sesji, czyli pomiędzy godziną 15.30 a 16.00.

Reklama
Reklama

Ostrożności nigdy nie za wiele

Pewne znaczenie może mieć odpływ kapitału zagranicznego. Tendencja ta widoczna jest właściwie na wszystkich rynkach wschodzących. Bilans płatniczy wskazuje, że od początku roku z miesiąca na miesiąc maleje wielkość zagranicznych inwestycji portfelowych w papiery udziałowe w kraju. W maju (świeższe statystyki nie są jeszcze dostępne) wartość ta wyniosła -1 988 mln zł. Z drugiej jednak strony, przez ostatnie tygodnie nie jest widoczne wyraźne osłabienie złotego, które powinno potwierdzać odpływ pieniądza za granicę. Trudno więc za spadek obrotów winić zachodnie fundusze inwestycyjne.

Na pewno pewien wpływ ma na to zwyczajny sezonowy spadek aktywności. Możliwe jest też, że inwestorzy nie odzyskali jeszcze pełnej wiary w możliwości wzrostu na giełdzie po majowo-czerwcowych spadkach i wciąż czekają na wyraźniejsze sygnały do kupna. Za tego typu zniechęceniem graczy przemawia fakt, że obroty topnieją regularnie od początku czerwca, kiedy przez rynek przetaczała się spora fala spadków. Aktywność inwestorów była wówczas rekordowo wysoka. Inną przyczyną wstrzymywania się z zakupami może być również wysyp ofert na rynku pierwotnym. Lokowanie w nie kapitału zamiast kupowania akcji na rynku wtórnym może być bardzo atrakcyjne.

Kiedy więc można liczyć na jakiś większy wzrost aktywności? Trudno powiedzieć. Zapewne przyjdzie nam poczekać, aż inwestorzy wrócą z plaż do swoich biurek i laptopów.

komentarze

Zbigniew Bętlewski

Reklama
Reklama

DM AmerBrokers

Myślę, że istnieją dwa główne powody niskich obrotów, jakie obecnie obserwujemy na giełdzie w Warszawie. Pierwszy to oczywiście okres wakacyjny, który z nielicznymi wyjątkami niemal zawsze wiązał się w przeszłości z mniejszą aktywnością na rynku kapitałowym. Druga przyczyna, to odpływ kapitału z zagranicy. Pierwsze skutki ucieczki zachodnich inwestorów obserwowaliśmy podczas dużych spadków w maju i czerwcu, a obecne niskie obroty są tego naturalną konsekwencją. Wśród powodów niewielkiej aktywności na GPW nie doszukiwałbym się wycofywania kapitału przez inwestorów krajowych. Oczywiście, część z nich mogła uciec z giełdy zrażona niedawnymi spadkami, jednak większość zapewne już odzyskała wiarę w rynek.

Maciej Bobrowski

Beskidzki Dom MaklerskiJako główną przyczynę obecnych spadków wskazałbym po prostu letni okres. Trzeba też jednak pamiętać, że część inwestorów wstrzymuje się z poważniejszymi decyzjami inwestycyjnymi do czasu publikacji wyników finansowych. Gdy znane już będą raporty za drugi kwartał, sytuacja na rynku może trochę się ożywić. Potwierdza to przykład Telekomunikacji Polskiej. W okresie przed publikacją wyników było widać większy obrót, a w środę po publikacji doszło do sporych transakcji pakietowych. Pewne znaczenie dla mniejszej aktywności mogą mieć również obawy o kierunek ruchu indeksów giełdowych, tym bardziej że wiele wskazuje na to, że WIG20 nie pokona w najbliższym czasie poprzedniego szczytu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama