Znów komunikaty służb meteorologicznych zaczynają przyciągać największą uwagę inwestorów z rynku ropy naftowej. Sztorm tropikalny Chris, który zmierzał wczoraj w kierunku Puerto Rico, może zostać pierwszym w tym roku atlantyckim huraganem - podało amerykańskie Narodowe Centrum Huraganów w Miami. Inwestorom zrobiło się gorąco, bo mają świeżo w pamięci spustoszenie, jakiego dokonały w zeszłym roku Katrina i Rita nad Zatoką Meksykańską, czyli w rejonie strategicznym dla amerykańskiego przemysłu naftowego. Część platform wiertniczych do dziś nie wznowiła pracy. Cena baryłki ropy naftowej w kontraktach sierpniowych skoczyła wczoraj w Nowym Jorku o 99 centów, do 75,9 USD, i znów zapachniało rekordem. Analitycy nie mają wątpliwości, że padnie, jeśli sprawdzą się czarne prognozy meteorologów.

Z drugiej strony zmiana kierunku czy osłabienie siły

żywiołu przyczyni się prawdopodobnie do sporych spadków.

Niepewności dodaje jednak sytuacja w Iranie, który wciąż nie zamierza zaprzestać wzbogacania uranu. Irański przywódca Mahmud Ahmedineżad stwierdził we wtorek, że kraj ma niepodważalne prawo używania energii jądrowej w celach pokojowych, a ci, "którzy używają języka siły i gróźb są w wielkim błędzie". Rada Bezpieczeństwa ONZ zdecydowała we wtorek, że daje Iranowi czas do końca sierpnia na wycofanie się z programu jądrowego. Inaczej nałoży na kraj sankcje gospodarcze. Inwestorzy boją się, że w odwecie Iran, czwarty producent ropy na świecie, odpowie zakręceniem kurków z surowcem.