Czwartek był dniem banków centralnych. Rynek był dość zgodny w prognozach, zakładając podwyżkę stóp o 25 pb (do 3 proc.) przez ECB i brak podwyżki przez Bank Anglii. ECB stopy faktycznie podniósł, a szef tej instytucji, na późniejszej konferencji zasugerował możliwość dalszego zaostrzenia polityki monetarnej. Rynek zaskoczył natomiast Bank Anglii, który podniósł stopy o 25 pb, do 4,75 proc. To pierwsza zmiana wysokości stóp od sierpnia 2005 r., kiedy to je obniżył o 25 pb. Co prawda z podwyżką przez BoE w tym roku rynek się liczył. Zwłaszcza po publikacji danych o wzroście czerwcowej inflacji CPI do 2,5 proc. r/r, co jest najwyższym poziomem od września 2005 r. Czy też po publikacji raportu o wzroście o 13,7 proc. r/r podaży pieniądza. Jednak chyba nikt nie zakładał tak szybkiej decyzji. Raczej oczekiwano takiego ruchu pod koniec roku. Niespodziewany ruch ze strony BoE załamał i tak już spadające europejskie indeksy. Zwłaszcza londyński FTSE100, który kończył dzień 1,3-proc. zniżką. Spadek ten, mimo że sprowadził wykres poniżej szczytu z 10 lipca (5896,9 pkt), nie przesądza jeszcze o dalszym ruchu w dół. Takim sygnałem mógłby być spadek poniżej 5790 pkt, czyli poniżej 8-tygodniowej linii trendu wzrostowego. Wówczas można by mówić o wstępnym sygnale sprzedaży. Zwłaszcza gdyby taki spadek wystąpił jeszcze dziś, co prowadziłoby do powstania, odwracającej trend wzrostowy, świecowej formacji zasłony ciemnej chmury na wykresie w kompresji tygodniowej. Wówczas można by zakładać, że kolejne tygodnie przyniosą spadki ku dołkowi z 14 czerwca (5506,8 pkt). Opisywane spadki w Europie, niekorzystne doniesienia ze spółek oraz słabe dane o kondycji sektora usług w USA, sprawiły, że wczorajszą sesję od spadków rozpoczęły główne amerykańskie indeksy. Obecnie Nasdaq, S&P 500 oraz DJIA, po ponad dwutygodniowej korekcyjnej zwyżce, znajdują się na poziomie istotnych oporów (odpowiednio 2090, 1280,2-1288,2 i 11225,3-11278,6 pkt). Zważywszy, że ich pokonanie jest wątpliwe, to coraz bardziej prawdopodobny staje się powrót spadków.