Reklama

Scenariusze na... decyzji FOMC pisane

Czy podwyżka stóp procentowych o kolejne 25 pkt bazowych zrobi aż taką wielką różnicę, skoro w ostatnich dwóch latach wzrosły one z 1 do 5,25 procent? Skutki poprzednich decyzji powoli się ujawniają

Publikacja: 07.08.2006 10:29

Nie będzie dla nikogo wielkim zaskoczeniem, jeśli napiszę, że w nadchodzącym tygodniu najważniejszym wydarzeniem będzie wtorkowe posiedzenie Komitetu Otwartego Rynku amerykańskiego Banku Rezerwy Federalnej (FOMC). Wynik tego posiedzenia nie jest pewny. Według rynkowych prognoz, szanse na kolejną podwyżkę są najmniejsze w całej dotychczasowej sekwencji podwyżek stóp. Patrząc na te prognozy, można odnieść wrażenie, że podwyżki raczej nie będzie, gdyż szanse na nią określane są jedynie na 20 proc.. Wydawać się może, że sprawa jest niemal przesądzona. Mimo wszystko nie jestem przekonany, czy faktycznie jest przesądzona.

Owszem, kiedyś ta sekwencja musi się skończyć i jest całkiem prawdopodobne, że będzie to właśnie teraz. Jednak to nie jest taka pewność, jaką wcześniej miało się przy oczekiwaniu na kolejną podwyżkę. Rynek nie ma przekonania, co zrobi FOMC. Jest kilka argumentów, które sprzyjają zatrzymaniu podwyżek. Jest ich coraz więcej, niemniej nie dotyczą one najważniejszych czynników, które te decyzje kreują.

Tydzień temu dowiedzieliśmy się, że gospodarka amerykańska rośnie wolniej, niż oczekiwano. Zamiast spodziewanego wzrostu PKB o ponad 3 proc. okazało się, że wzrost ten wyniósł tylko 2,5 proc. Spowolnienie w II kwartale i następnych jest przez wszystkich spodziewane. Rynek zdaje się tym za bardzo nie przejmować. Nawet mimo że okazuje się ono jeszcze wolniejsze od wcześniejszych prognoz. Tak jakby fakt spowolnienia był czymś naturalnym. W komentarzach zza oceanu czytamy, że oczekuje się, iż gospodarka USA zwolni, ale nie będzie to jakaś wielka tragedia i szybko dojdzie do poprawy. Spowolnienie ma być jedynie przejściowe i nie powinno wyrządzić większych szkód. Może mieć za to jedną zaletę. Ma być argumentem dla FOMC, by przestał zacieśniać politykę monetarną.

Kierując się tym tokiem rozumowania, zupełnie spokojnie przyjmowane są kolejne informacje świadczące o tym, że gospodarka zwalnia. To właśnie one sprawiają, że inwestorzy się cieszą. Za to wszelkie informacje niepotwierdzające spowolnienia są przyjmowane chłodno, gdyż przemawiają za utrzymaniem podwyżek. W ubiegłym tygodniu źle przyjęto lepszy od prognoz wskaźnik ISM (liczony dla przemysłu), a za to niemal z radością słabszy od oczekiwań analogiczny wskaźnik liczony dla sektora usług oraz niepomyślne informacje z rynku pracy, na którym powstało mniej miejsc pracy, niż wcześniej sądzono.

Gdzie tu logika?

Reklama
Reklama

Wątpliwości do takiego toku myślenia są tym większe, że przecież to nie wyższe stopy procentowe są złe same w sobie. Chodzi o ich negatywny wpływ, jaki może się pojawić w odniesieniu do poziomu aktywności gospodarczej, a tym samym - do wzrostu gospodarczego i zatrudnienia. Jak zatem należy rozumieć zachowanie rynku, gdy ten optymistycznie reaguje na sytuację, która właśnie budzi jego obawy? Skoro inwestorzy boją się podwyżek, bo te negatywnie wpłyną na aktywność, to dlaczego gdy ta aktywność jest coraz słabsza, widać radość?

Analizując oceny dotyczące szans możliwych ruchów FOMC, zaskakuje mnie skupienie się większości inwestorów i analityków na zmiennych opisujących stan aktywności gospodarczej. Wygląda na to, że te czynniki mają decydujące znaczenie przy podejmowaniu decyzji. Czy rzeczywiście? Czy wszyscy już zapomnieli o napięciach inflacyjnych? Przecież na razie nie otrzymaliśmy żadnych danych, które sugerowałyby ich ustąpienie.

Przypomnijmy sobie pamiętne wystąpienie szefa Fed z początku czerwca. Wystąpienie, które wzburzyło rynki. Stanowczo sugerowało, że przy ważeniu decyzji o kolejnej podwyżce stóp procentowych, na pierwszym planie zawsze pozostanie kwestia zmian cen, a aspekt wpływu podwyżek na realną sferę gospodarki będzie dopiero na drugim miejscu. Innymi słowy, jeśli nawet gospodarka będzie zwalniać, ale nadal zagrożenie inflacją będzie duże, to stopy będą rosły.Co zrobi rynek?

Próbując rozwikłać zagadkę wtorkowego wyniku posiedzenia FOMC, można wpaść w pułapkę zbyt wielkiego zagłębiania się w ten problem. Postawię inne pytanie: czy teraz w ogóle ważne jest to, co zrobi komitet? Czy faktycznie kluczowe jest znalezienie odpowiedzi na py-tanie, czy stopy wzrosną, czy nie? Przeanalizujmy możliwe reakcje rynku, mając na względzie panujące na nim nastroje.

Co się stanie, gdy stopy procentowe pozostaną na dotychczasowym poziomie? Można przypuszczać, że rynki się ucieszą z końca procesu zacieśniania polityki pieniężnej. Pytanie: co dalej? Skoro temat podwyżek będzie za nami, to należy się tylko cieszyć? Myślę, że zaraz po zniknięciu zagrożenia podwyżkami (zniknięcia umownego, bo przecież na razie zagrożenie wzrostu inflacji nie zniknęło) szybko na pierwszy plan wyjdzie strach rynku o to, jaka będzie skala tego "spodziewanego" spowolnienia gospodarczego. Rynek zacznie sobie przypominać, że dane były złe, a przecież gospodarka nie zdążyła zareagować na cały cykl podwyżek. Zatem w tej chwili ich pełny wpływ nie jest znany. Złe dane zaczną być rzeczywiście złe, co raczej nie będzie sprzyjało zakupom na rynku akcji.

Zmiana oprocentowania

Reklama
Reklama

niewiele zmieni

Czy reakcja rynku będzie inna, gdy stopy zostaną podniesione po raz kolejny? Wydaje mi się, że nie. Myślę, że będzie podobna. Rynek na początku nie będzie się przejmował podwyżką (może jedynie w chwilę po nadejściu takiej informacji), ale będzie antycypował fakt, że "to już na pewno ostatnia podwyżka w tym cyklu". Takie podejście może pomóc rynkowi akcji. Także i w tym wypadku radość może okazać się krótka, gdy do głosu wrócą obawy o poziom wzrostu gospodarczego.

Trzeba sobie bowiem odpowiedzieć na pytanie, czy ta podwyżka będzie aż tak kluczowa dla gospodarki? Czy kolejne 25 pkt bazowych zrobi aż taką wielką różnicę, skoro stopy w ostatnich dwóch latach wzrosły z 1 do 5,25 proc.? Czy spowolnienie będzie skokowo różne tylko przez to, że stopy teraz wzrosną lub nie? Nie wydaje mi się. Zmiana oprocentowania funduszy federalnych niewiele zmieni. Zamiast skupiać się na rozbieraniu na czynniki pierwsze możliwości podniesienia lub nie stóp o kolejne 25 pkt bazowych, należy raczej skupić się na coraz bardziej niepokojących informacjach dotyczących samej gospodarki. Na razie faktycznie nie są one jeszcze alarmujące, ale to przecież dopiero początek tego cyklu. Nie można też zapominać, że czynniki ryzyka nadal istnieją. Cena ropy naftowej jest cały czas wysoka, a na świecie rosną stopy procentowe (w ubiegłym tygodniu kilka banków centralnych podjęło decyzję o zacieśnieniu polityki monetarnej, w tym Bank Anglii oraz Europejski Bank Centralny, i zapowiada się, że to wcale nie będą ostatnie takie decyzje).

Na koniec mała uwaga. Złoty się umacnia. Panuje przekonanie, że koniec podwyżek stóp procentowych w USA pomoże rynkom wschodzącym, więc i naszemu. Takie przypuszczenie wynika z wcześniejszych obaw, że wyższe stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych są przyczyną odpływu kapitałów z rynków bardziej ryzykownych. Problem w tym, że zasada odwrotna wcale nie musi działać. Tym bardziej że najbliższe perspektywy dla świata są rewidowane w dół, a w takich sytuacjach obligacje Stanów Zjednoczonych to spokojna przystań.

Zastanawiająca jednomyślność

W ostatnim tygodniu lipca oceny analityków na temat koniunktury na rynku były

Reklama
Reklama

podzielone, co sygnalizowała zerowa wartość Wigometru. Czarna świeca tygodniowa przekonała niezdecydowanych. Według ostatniej ankiety, najbliższy tydzień zakończy się spadkami. Ocena jest niemal jednomyślna. Taka jednomyślność jest zastanawiająca. Rzadko się zdarza,

by rynek szedł tam, gdzie chce większość. Można więc przyjąć, że potencjał możliwych

spadków nie jest zbyt duży. Nie oznacza to jednak, że rynek zaraz strzeli do góry. W tej chwili obowiązuje scenariusz przeceny po ruchu powrotnym do wcześniej przełamanej linii

trendu wzrostowego. Jest to tym bardziej prawdopodobne, gdy spojrzymy na wykres dzienny (zamieszczony obok).

Plan minimum dla niedźwiedzi

Reklama
Reklama

W ubiegłym tygodniu została przełamana linia trendu wzrostowego, będąca dolnym

ograniczeniem formacji klina zwyżkującego. Wyjście z formacji miało być wstępnym sygnałem sprzedaży. Posiadacze krótkich pozycji nie mogą być jednak w pełni zadowoleni, gdyż nadal otwartą pozostaje luka hossy z drugiej połowy lipca. Okazała się skutecznym wsparciem.

Tym bardziej że psychologicznie działa także poziom 3000 pkt. Wyjście z klina nie przesądza jeszcze, czy spadki będą głębokie. Nie będzie jednak błędem założenie, że przecena

w najbliższych tygodniach sięgnie przynajmniej poziomu linii dolnego ograniczenia

przypuszczalnej formacji diamentu. Zbliża się ona do 2800 pkt. To plan minimum

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama