Nie będzie dla nikogo wielkim zaskoczeniem, jeśli napiszę, że w nadchodzącym tygodniu najważniejszym wydarzeniem będzie wtorkowe posiedzenie Komitetu Otwartego Rynku amerykańskiego Banku Rezerwy Federalnej (FOMC). Wynik tego posiedzenia nie jest pewny. Według rynkowych prognoz, szanse na kolejną podwyżkę są najmniejsze w całej dotychczasowej sekwencji podwyżek stóp. Patrząc na te prognozy, można odnieść wrażenie, że podwyżki raczej nie będzie, gdyż szanse na nią określane są jedynie na 20 proc.. Wydawać się może, że sprawa jest niemal przesądzona. Mimo wszystko nie jestem przekonany, czy faktycznie jest przesądzona.
Owszem, kiedyś ta sekwencja musi się skończyć i jest całkiem prawdopodobne, że będzie to właśnie teraz. Jednak to nie jest taka pewność, jaką wcześniej miało się przy oczekiwaniu na kolejną podwyżkę. Rynek nie ma przekonania, co zrobi FOMC. Jest kilka argumentów, które sprzyjają zatrzymaniu podwyżek. Jest ich coraz więcej, niemniej nie dotyczą one najważniejszych czynników, które te decyzje kreują.
Tydzień temu dowiedzieliśmy się, że gospodarka amerykańska rośnie wolniej, niż oczekiwano. Zamiast spodziewanego wzrostu PKB o ponad 3 proc. okazało się, że wzrost ten wyniósł tylko 2,5 proc. Spowolnienie w II kwartale i następnych jest przez wszystkich spodziewane. Rynek zdaje się tym za bardzo nie przejmować. Nawet mimo że okazuje się ono jeszcze wolniejsze od wcześniejszych prognoz. Tak jakby fakt spowolnienia był czymś naturalnym. W komentarzach zza oceanu czytamy, że oczekuje się, iż gospodarka USA zwolni, ale nie będzie to jakaś wielka tragedia i szybko dojdzie do poprawy. Spowolnienie ma być jedynie przejściowe i nie powinno wyrządzić większych szkód. Może mieć za to jedną zaletę. Ma być argumentem dla FOMC, by przestał zacieśniać politykę monetarną.
Kierując się tym tokiem rozumowania, zupełnie spokojnie przyjmowane są kolejne informacje świadczące o tym, że gospodarka zwalnia. To właśnie one sprawiają, że inwestorzy się cieszą. Za to wszelkie informacje niepotwierdzające spowolnienia są przyjmowane chłodno, gdyż przemawiają za utrzymaniem podwyżek. W ubiegłym tygodniu źle przyjęto lepszy od prognoz wskaźnik ISM (liczony dla przemysłu), a za to niemal z radością słabszy od oczekiwań analogiczny wskaźnik liczony dla sektora usług oraz niepomyślne informacje z rynku pracy, na którym powstało mniej miejsc pracy, niż wcześniej sądzono.
Gdzie tu logika?