Środowe sesje w USA zaczęły się od niewielkich zmian indeksów. Krótko oglądaliśmy plusy. Do kupna akcji, przynajmniej teoretycznie, powinny zachęcić inwestorów zarówno spadek cen ropy naftowej, jak i słabsza od prognozowanej sprzedaż domów na rynku wtórnym. Sytuacja na rynku nieruchomości mogłaby zniechęcić Fed do podniesienia kluczowej stopy procentowej. Okazało się jednak, że w pierwszych godzinach sesji przeważyły obawy o skutki spowolnienia gospodarki.

W Europie o kierunku zmian indeksów (w większości przypadków w dół) przez znaczną część dnia decydowały branże surowcowa i technologiczna. Później spadki pogłębiły informacje z USA. Górniczy potentat BHP Billiton nie spełnił oczekiwań analityków co do poziomu zysku, a amerykańska spółka National Semiconductor Corp. obniżyła prognozę swoich wyników. Jak zwykle w tego rodzaju sytuacjach gracze zastanawiali się nad przyszłą kondycją pokrewnych firm. Ci, którzy uznali, że przyszłość nie wróży poprawy, sprzedawali akcje m.in. Nokii i Ericssona.

Przeciwwagą dla firm surowcowych i technologicznych było Nestle, największa na świecie spółka spożywcza, mocno osadzona na polskim rynku. Jej akcje drożały z powodu lepszych od prognozowanych wyników finansowych. Z tego samego powodu dobrze spisywały się walory Telekom Austria.

Nieznaczne obniżki głównych indeksów azjatyckich próbowano wytłumaczyć wypowiedzią przedstawiciela amerykańskiego banku centralnego. Michael Moskow, szef chicagowskiego oddziału Rezerwy Federalnej, powiedział, że z powodu konieczności hamowania inflacji może być niezbędna dalsza podwyżka stóp procentowych. Taniały akcje czołowych eksporterów, gdyż, jak argumentowano, wyższe stopy procentowe w USA mogą obniżyć popyt na produkty importowane z Azji. Wczoraj takie rozumowanie dotknęło głównie południowokoreańskiego Samsunga i japońską firmę Hitachi.