Z amerykańskiego rynku nieruchomości napływają wciąż informacje świadczące o wyraźnym schłodzeniu koniunktury. Wzrost cen mieszkań w II kw. wyniósł 4,7 proc. w skali roku - najmniej od 1999 r. Wcześniej inwestorzy dowiedzieli się, że w lipcu wydatki na budownictwo zmalały o 1,2 proc. Nie ma wątpliwości, że schłodzenie rynku nieruchomości przełoży się na spowolnienie całej amerykańskiej gospodarki. Pytanie, które zadają sobie analitycy i inwestorzy, to jak silny będzie to efekt. Z zachowania amerykańskich indeksów akcji można wnioskować, że inwestorzy wierzą, że dojdzie raczej do miękkiego lądowania gospodarki niż do załamania. Indeks S&P 500 krok po kroku zbliża się do majowego szczytu (1326 pkt). W perspektywie ostatnich trzech lat widać, że utrzymuje się stałe długoterminowe tempo wzrostu indeksu. Owe tempo obrazuje linia, jaką można narysować na wykresie S&P 500, począwszy od jesieni 2003 r. Indeks oscyluje wokół tej linii, stopniowo pnąc się w górę. Ciekawe jest to, że obecnie znajduje się właśnie na jej

wysokości. To może oznaczać, że ma jeszcze pewien krótkoterminowy potencjał wzrostowy.

Po jego wykorzystaniu powinien powrócić do długoterminowego tempa wzrostu. O tym samym świadczy wykres 12-miesięcznej zmiany S&P 500. Od połowy 2004 r. porusza się on w horyzontalnym kanale pomiędzy 0 proc. i ok. 15-16 proc. W maju ta zmiana sięgała górnej granicy kanału, co zaowocowało spadkiem indeksu. Do odbicia w lipcu doszło, gdy zmiana dotarła do wsparcia w postaci dolnej granicy kanału. Obecnie znajduje się prawie w połowie tej formacji. Można zakładać, że trend się utrzyma i w ciągu kilku tygodni roczna zmiana ponownie sięgnie oporu. Tyle tylko że niekoniecznie musi to wynikać z szybkiej zwyżki S&P 500. Ponieważ przez większość września i października ub.r. panowały spadki, to wystarczy, aby indeks obecnie stał w miejscu, a opór na wykresie rocznej zmiany i tak zacznie się zbliżać.