Polska pod koniec miesiąca podpisze z Litwą umowę o rozpoczęciu łączenia sieci energetycznych obu krajów - wynika z wypowiedzi Vytasa Navickasa, ministra gospodarki Litwy. Polski rząd potwierdza te informacje. Już w przyszłym tygodniu zbierze się grupa robocza, w skład której wchodzą przedstawiciele obu krajów.
Jeszcze niedawno wiceminister gospodarki Tomasz Wilczak mówił, że budowa mostu elektroenergetycznego łączącego nas z Litwą, chociaż jest słusznym pomysłem, to ma małe szanse na realizację. Analiza kosztów budowy nie wyglądała pomyślnie i wskazywała na jej nieopłacalność. Dlaczego zatem rząd przystźpuje do realizacji projektu?
- Wystąpiły dwie nowe okoliczności: budowa połączenia Polska-Litwa może być dofinansowana przez Unię Europejską w ramach programu operacyjnego "Infrastruktura i środowisko". Wszystko wskazuje na to, że na poprawę bezpieczeństwa energetycznego, w tym również na to połączenie, przeznaczone zostanie nie mniej niż 470 mln euro - mówi Andrzej Kania, zastępca dyrektora departamentu energetyki w resorcie gospodarki. - Ostatnio występowały poważne zakłócenia w działaniu polskiego systemu energetycznego. Pokazały one, że system w północno-wschodniej Polsce wymaga intensywnej rozbudowy. Połączenie z Litwą będzie częścią tego zadania - wyjaśnia.
Most energetyczny będzie miał moc 1000-1500 MW. Głównym celem jest import prądu do Polski, ale urządzenia mają umożliwiać jego przepływ w obie strony. - Koszt budowy połączenia i niezbędnego rozwoju sieci przesyłowej, w zależności od wariantu, szacujemy łącznie na 400-600 mln euro - mówi A. Kania.
Most energetyczny powinien powstać do 2013-2015 roku. Do tego czasu Litwa będzie musiała zbudować drugi blok atomowy. Zdaniem resortu gospodarki, nasze spółki, a zwłaszcza Polska Grupa Energetyczna, mogłyby brać udział w tym przedsięwzięciu.