Koncern motoryzacyjny Ford będzie obcinał wydatki i zatrudnienie w jeszcze szybszym tempie, niż dotychczas planowano. Wszystko po to, aby jak najszybciej przywrócić rentowność.

Rada nadzorcza Ford Motor obradowała w środę i czwartek nad nowym planem oszczędnościowym. Ma pójść jeszcze głębiej niż ogłoszony w styczniu program "Way Forward", który zakładał obniżenie zatrudnienia aż o 30 tysięcy osób oraz zamknięcie 14 zakładów produkcyjnych do 2012 r.

Ford stracił w pierwszym półroczu 1,4 mld USD. Kilka dni temu ze stanowiska dyrektora generalnego odszedł Bill Ford Jr., prawnuk założyciela koncernu. Zastąpi go Alan Mulally, który do Detroit został ściągnięty z Boeinga. - Ostatnie zmiany w firmie można uznać za umiarkowanie pozytywne - mówi "Parkietowi" Robert Schulz, analityk Standard & Poors. Agencje ratingowe nadal jednak utrzymują negatywne nastawienie wobec długów Forda.

Tylko w tym roku koncern ma opuścić 12 tysięcy osób. Według analityków, Ford będzie zmuszony do jeszcze głębszych zmian. Większe oszczędności oznaczają także dalszą redukcję personelu nieprodukcyjnego oraz cięcia świadczeń pracowniczych. Ford już rozmawia z największym związkiem zawodowym United Auto Workers na temat możliwości dobrowolnych odpraw dla wszystkich pracowników. Dotychczas taką ofertę złożono jedynie zatrudnionym w zakładach przeznaczonych do zamknięcia. Analityk banku Morgan Stanley Jonathan Steinmetz oczekuje, że zrewidowany plan "Way Forward" powinien przynieść oszczędności rzędu 5,5-6 mld USD, przede wszystkim w wydatkach na siłę roboczą. Ford chce się także pozbyć marki Aston MArtin oraz zastanawia się nad sprzedażą trzech innych: Jaguara, Volvo i Land Rovera.

Nowy Jork