Reklama

Rynki wschodzące słabsze od USA

Perspektywy dla amerykańskiej giełdy są niezłe. Trudno o taką ocenę w przypadku rynków wschodzących

Publikacja: 16.09.2006 08:55

Ta diagnoza wynika nie tylko z faktu, że S&P 500 utrzymuje się bardzo blisko tegorocznego szczytu, natomiast indeks rynków wschodzących od rekordowych notowań dzieli większa droga niż od czerwcowego dołka. Musimy też pamiętać o tym, co miało miejsce w maju i czerwcu. Spadek S&P 500 nie odbiegał dynamiką i wielkością od poprzednich korekt, jakie występowały od 2004 r. Czerwcowemu dołkowi towarzyszy przy tym zjawisko charakterystyczne dla końca wcześniejszych korekt. Znacznie podniosła się zmienność, 12-miesięczna zmiana zbliżyła się do 0, została przełamana 12-miesięczna średnia krocząca. Po trzech poprzednich korektach amerykańska giełda ustanawiała nowy szczyt, więc uzasadnione jest oczekiwanie, że stanie się tak również tym razem. Jeśli do tego nie dojdzie, otrzymamy poważny sygnał słabości.

Zbliża się

decydujący moment

Dużo gorzej prezentuje się sytuacja na rynkach wschodzących. Wygenerowane ostatnio sygnały sprzedaży w postaci przecięcia linii trendu biegnącej po wakacyjnych dołkach, a także zniżka poniżej szczytu z początku lipca, nakładają się na poważne ostrzeżenia przed zakończeniem trwającej ponad trzy lata hossy. Pojawiły się one w trakcie wyprzedaży z maja i czerwca. Doszło do przełamania głównej linii trendu rosnącego, a zniżka była większa od wcześniejszych korekt hossy. Dynamika przeceny również przekraczała poziomy występujące w ostatnich latach.

Jedynym punktem odniesienia dla przeceny zapoczątkowanej w połowie maja są wydarzenia z wiosny 2004 r. Wtedy również inwestorzy stanęli wobec perspektywy zwolnienia światowej gospodarki. Z tym, że teraz wiąże się ona z obawami głównie o koniunkturę w Stanach Zjednoczonych, wiosną 2004 r. zagrożenie wynikało przede wszystkim z działań chińskich władz zmierzających do wyhamowania tempa wzrostu tamtejszej gospodarki. Is-totną różnicą jest też to, że dwa i pół roku temu rynki dopiero przygotowywały się do podwyżek stóp procentowych w USA, teraz cykl zaostrzania polityki pieniężnej albo się już zakończył, albo jest bardzo bliski końca.

Reklama
Reklama

Bez względu na te różnice przebieg notowań na rynkach wschodzących na pierwszych 92 sesjach od ustanowienia szczytu wiosną 2004 r. i w maju tego roku jest prawie identyczny. Zasadniczą różnicą była większa skala tegorocznej zniżki, która sięgnęła 25 proc., wobec ok. 20 proc. dwa i pół roku temu. Jednak po 92 sesjach od szczytu indeks rynków wschodzących znajduje się teraz dokładnie w tym samym miejscu co wiosną 2004 r. Od górki dzieli go ok. 14 proc. Ta analogia skłania do oczekiwania na stopniowy, ale systematyczny wzrost notowań na emerging markets w kolejnych tygodniach. Dlaczego? Wiosną 2004 r. mniej więcej od 90 sesji po rozpoczęciu wyprzedaży zaczęła się sukcesywna zwyżka. Od 90 sesji przez 20 kolejnych notowań na rynkach wschodzących podniosły się o ok. 6 proc., a przez 40 sesji zyskały przeszło 11 proc. Jeśli hossa na rynkach wschodzących ma nie odejść definitywnie w niepamięć, to tamte osiągnięcia powinny zostać powtórzone również teraz.

W kontekście rozważań nad przyszłą globalną koniunkturą gospodarczą w ostatnich dniach zwracały uwagę pogłębione przeceny na rynku towarów oraz coraz mniejsza różnica rentowności 10-latek i 2-latek w strefie euro. Oba czynniki stanowią potwierdzenie złych przewidywań.

Co wróży

słabość obligacji?Równocześnie w oczy uderza bardzo silna korelacja indeksu CRB z siłą relatywną długoterminowych obligacji z rynków wschodzących oraz dojrzałych. Licząc od połowy lat 90., sięga ona aż 0,87. Tak silny związek nie występuje nawet w przypadku CRB oraz dolara. Dość łatwo go wytłumaczyć lepszą kondycją fundamentalną większości emerging markets w czasie hossy na rynku towarów i gorszą w okresie spadku ich cen. To przekłada się na wysokość premii za ryzyko lokowania kapitału na bardziej ryzykownych rynkach. Obserwowana od ponad miesiąca wyraźna dysproporcja zachowania obligacji na rynkach wschodzących i dojrzałych (pierwsze nie rosną w ślad za drugimi) przypomina jednocześnie wydarzenia z pierwszych miesięcy tego roku, kiedy 10-letnie obligacje z emerging markets wykazywały wyraźne oznaki słabości. W konsekwencji sprowadziło to w niedługim czasie na giełdowe parkiety niewidzianą od lat wyprzedaż. Czy słabość obligacji również tym razem przestrzega przed gorszymi czasami dla akcji? Z takim zagrożeniem trzeba się liczyć. To zaś stawiałoby pod znakiem zapytania kontynuację analogii aktualnej sytuacji z tą z wiosny 2004 r.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama