Coraz więcej argumentów przemawia za osłabieniem dolara. Wczoraj amerykańska waluta traciła na wartości pod wpływem danych o bilansie handlowym i kapitałowym USA. Chociaż deficyt obrotów bieżących w II kw. był mniejszy niż oczekiwano, to jednak kwota 218,4 mld USD i tak robi wrażenie. Na przecenę dolara wpłynęła jednak przede wszystkim wiadomość, że rosnący deficyt handlowy ma coraz mniejsze pokrycie w postaci napływu kapitałów z zagranicy. W lipcu napływy kapitału wyniosły 32,9 mld USD, wobec spodziewanych 70 mld USD. Radykalnej poprawy w tym zakresie trudno oczekiwać, skoro Fed prawdopodobnie wstrzyma się ponownie z podwyżką stóp procentowych. To z kolei uderzy w atrakcyjność amerykańskich aktywów dłużnych.

Z punktu widzenia analizy technicznej zdecydowanie za wcześnie jednak na przesądzanie o długoterminowym osłabieniu dolara. Od czterech miesięcy kurs EUR/USD znajduje się w trendzie bocznym i dopiero po wybiciu z niego będzie można mówić o przełomie. Drogi do fali wzrostowej euro strzeże strefa oporu w okolicy 1,29-1,295 USD.