Przez kilka lat akcje europejskich klubów piłkarskich, notowane na giełdach, nie nadążały za rynkiem, teraz go wyprzedzają. Indeks Bloomberga, w skład którego wchodzą akcje 28 klubów, od początku roku zyskał 13 proc., a w tym samym czasie wskaźnik Dow Jones Stoxx 600 wzrósł o nieco ponad 8 proc.
- Nagle kluby piłkarskie są na fali - zauważa Richard Hunter, szef działu akcji w londyńskim domu maklerskim Hargreaves Lansdown. Jego zdaniem, są to jednak papiery bardzo spekulacyjne, a ich notowania w dużym stopniu są uzależnione od wyników na boisku.
Są bardzo spektakularne przykłady. Najlepsze w piłkarskim indeksie akcje duńskiej spółki Parken, właściciela klubu FC Copenhagen, w tym roku zyskały 164 proc. Po raz pierwszy w historii ta drużyna gra w Lidze Mistrzów. Drugie w rankingu walory Manchester City podrożały o 95 proc., włoskiej Romy zaś 37 proc.
Jest też jednak zła wiadomość: od grudnia 2000 r., kiedy po raz pierwszy obliczono i ogłoszono jego wartość, wskaźnik ten stracił 27 proc. Tylko trzy firmy są notowane powyżej ceny debiutu.
W piłkę nożną coraz chętniej inwestują rekiny finansowe. Właścicielem londyńskiej Chelsea jest rosyjski miliarder Roman Abramowicz, a w Manchester United 790 milionów funtów (1,48 mld dolarów) ulokował amerykański biznesmen Malcolm Glazer. Handel niektórymi akcjami odbywa się jednak bardzo rzadko. Londyński Arsenal jest najdroższą spółką w piłkarskim indeksie (572,6 mln GBP), ale w ostatnim półroczu dziennie w obrocie było średnio pięć walorów.