Niemiecki koncern E.ON szybko zareagował na ruch Acciony, która w poniedziałek kupiła 10 proc. akcji Endesy i podwyższył swoją cenę z 26,9 miliarda euro do 37,1 mld euro. Firma z Duesseldorfu jedną akcję hiszpańskiego lidera wycenia już na 35 euro.
Tyle nikt jeszcze nie płacił
Wulf Bernotat, dyrektor generalny E.ON-u, podjął duże ryzyko, podwyższając swoją ofertę o ponad 10 miliardów euro. Już poprzednia cena proponowana przez niemieckiego giganta uznana została za wysoką. Analitycy twierdzili, że tyle jeszcze nikt nie płacił za aktywa energetyczne.
Niemcom zależy na Endesie, gdyż chcą wejść na rynki o wyższym tempie rozwoju niż rodzimy, m.in. do Ameryki Łacińskiej. Do gry o hiszpańską firmę włączyli się kilka miesięcy temu, po tym jak z wrogą wobec kierownictwa Endesy, mieszaną ofertą (akcje i gotówka) o wartości 23,6 miliarda euro, wystąpił Gas Natural z Barcelony, popierany przez rząd premiera Jose Luisa Rodrigueza Zapatero.
Władze traktują Endesę jak firmę o znaczeniu strategicznym i nie chcą, aby kontrolę nad nią przejęła spółka zagraniczna. Hiszpański nadzorca rynku energii zgodę dla E.ON - a na przejęcie Endesy uzależnił od spełnienia 19 warunków, m.in. konieczności sprzedaży niektórych elektrowni. We wtorek stanowisko w tej kwestii zajęła Komisja Europejska, dążąca do liberalizacji rynku energii i znosząca bariery dla ponadgranicznych przejęć. KE chce, aby Hiszpanie wycofali swoje warunki.