Ropa początkowo trochę wczoraj drożała w wyniku obaw, że Organizacja Państw Eksporterów Ropy Naftowej może przystąpić do działań mających na celu podniesienie cen tego surowca, które od początku sierpnia spadły o ponad 17 USD. Przewodniczący OPEC Edmund Daukoru chce zapobiec dalszemu spadaniu tej ceny - poinformowała agencja Reuters, powołując się na wywiad udzielony jej we wtorek w Abuja w Nigerii. Na początku września ministrowie krajów członkowskich OPEC postanowili nie zmieniać poziomu wydobycia ropy. Teraz uczestnicy rynku będą czekali na ewentualne decyzje OPEC, ale nie wiadomo, kiedy do nich dojdzie, jeśli w ogóle będą podjęte i później realizowane przez poszczególne państwa. Na samą zapowiedź możliwości zmniejszenia wydobycia rynek zareagował jednak zwyżką ceny do 60,82 USD za baryłkę, a więc o 70 centów, 1,2 proc. O ostatecznym wyniku wczorajszych notowań i spadku cen ropy zdecydował raport Departamentu Energetyki. Okazało się bowiem, że zapasy olejów wzrosły w minionym tygodniu w USA o 2,63 mln do 151,3 mln baryłek. Zapasy benzyny wzrosły zaś aż o 6,3 mln baryłek do 213 mln.
O obecnym poziomie cen i możliwym ich dalszym spadku przesądza jednka kontynuowanie rozmów Iran-Unia Europejska. To strach o konflikt z Iranem wywindował ceny do prawie 80 USD. Za baryłkę ropy Brent z dostawą w listopadzie w Londynie płacono wczoraj po południu 59,72 USD, o 40 centów mniej niż na wtorkowym zamknięciu. Przed tygodniem na zamknięciu sesji baryłka kosztowała 60,47 USD.