Reklama

Czy na emigracji spółek z CeTO na giełdę można zarobić?

Oprócz giełdy istnieje w kraju jeszcze jeden rynek akcji. Choć nie wszyscy inwestorzy zdają sobie z tego sprawę, Centralna Tabela Ofert (CeTO) oferuje czasem całkiem niezłe możliwości inwestycyjne

Publikacja: 29.09.2006 08:34

Centralna Tabela Ofert powstała w styczniu 1996 r. Pierwsza sesja odbyła się w grudniu tego samego roku. Mimo że notowane były wówczas akcje tylko jednej spółki - Rafametu, obroty (po uwzględnieniu inflacji) osiągnęły większą wartość niż podczas pionierskiej sesji na Giełdzie Papierów Wartościowych. Obecnie na polskim rynku pozagiełdowym, bo taki status ma Centralna Tabela Ofert, wśród notowanych instrumentów przeważają papiery skarbowe i obligacje firm. Znajduje się tam jednak również kilkanaście spółek. Są to w przeważającej części bardzo małe przedsiębiorstwa, nierzadko borykające się z problemami finansowymi. Z tego powodu nie stanowią zbyt atrakcyjnego kąska dla inwestorów instytucjonalnych. Dlaczego znalazły się na CeTO? Ze względu na decyzje właścicieli z jednej strony, a z drugiej - proste procedury i niskie opłaty.

Kilka problemów

inwestycyjnych

Niewielkie rozmiary i słaba kondycja spółek z Centralnej Tabeli Ofert to niejedyna przeszkoda, jeśli chodzi o zakup ich akcji. Dodatkowym problemem jest płynność. Tylko w przypadku niektórych papierów transakcje zawierane są codziennie, a nawet wówczas dzienny obrót rzadko przekracza 10 tys. złotych. Do handlu walorami większości firm dochodzi zaledwie raz w tygodniu czy nawet w miesiącu, pomimo istniejącego systemu notowań ciągłych. Naturalną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest bardzo duży spread (różnica) między ofertami sprzedaży i kupna. Dla większości notowanych spółek waha się on od kilku do kilkunastu procent. Na przykład za akcje firmy ZNTK w piątek 25 sierpnia na zamknięciu sesji inwestorzy byli skłonni zapłacić 2,2 zł, podczas gdy najlepsza oferta sprzedaży wynosiła 3 zł. Daje to spread w wysokości 36 proc.

Poszukiwanie plusów

Reklama
Reklama

Tak niewielka płynność ma także swoje dobre strony - przynajmniej z punktu widzenia potencjalnych inwestorów. Chodzi o bardzo niską wycenę akcji - nieporównywalnie niższą niż na GPW. Wystarczy powiedzieć, że średni wskaźnik C/WK (cena akcji do wartości księgowej przypadającej na akcję) dla całego rynku CeTO wynosi 0,38. W przypadku niektórych spółek wskaźniki są, oczywiście, jeszcze niższe. W przypadku Holdikomu wskaźnik wynosi 0,14, a ZNTK - 0,15.

Wycena, która pozwala giełdowym graczom tanio kupić akcje, to jednak niezbyt dobra wiadomość dla samych spółek. Dla firm z CeTO oznacza to poważny argument przeciwko emisjom nowych akcji na tym rynku. Pozyskiwanie kapitału przy tak niesprzyjających wskaźnikach wyceny jest zazwyczaj po prostu nieopłacalne. Dlatego też firmy, które chcą sięgnąć po pieniądze inwestorów, zmuszone są do emitowania nowych papierów na GPW. Taki zabieg, choć dość kosztowny dla spółki, to dla akcjonariuszy jest nie lada gratką.

Zyskowne przeprowadzki

Gdy firma zmienia miejsce notowań, wiąże się to z natychmiastową poprawą wyceny papierów. Inaczej mówiąc - kurs akcji gwałtownie rośnie. Pierwsza część tego wzrostu ma miejsce wcześniej, przed "przeprowadzką", a reszta - w trakcje emisji akcji na GPW. Weźmy na przykład spółkę Sfinks - giełdowego właściciela sieci restauracji. Na rok przed zmianą miejsca notowań za walory firmy płacono 14,3 zł. W dniu emisji nowych akcji na GPW cena wzrosła do 28 zł. Ostatecznie papiery Sfinksa zadebiutowały po 28,9, dając 3,2 proc. "przebitki".

Nie gorzej radzą sobie akcje Mewy - notowanego na rynku pozagiełdowym producenta bielizny. Odkąd zakłady dziewiarskie z Biłgoraja ogłosiły chęć przejścia na GPW, cena akcji istotnie wzrosła. W samym tylko dniu podania informacji o zamiarze przeprowadzki walory zyskały na wartości 82 proc. Papiery, za które jeszcze rok temu płacono około 5 zł, dziś notowane są w granicach 15,5-16,5 zł, a wskaźniki fundamentalne wciąż nie są wysokie w porównaniu z podobnymi spółkami z GPW.Ogólnie rzecz biorąc, spółki zmieniające CeTO na GPW zyskiwały przeciętnie 119 proc. w ciągu roku poprzedzającego nową emisję akcji (licząc od początku 2000 roku). W ciągu ostatniego miesiąca przed przeniesieniem papierów wzrost ten wynosił średnio 10 proc., a w ostatnim tygodniu 5 proc.

Taka statystyka sprawia, że warto przyjrzeć się, które firmy spośród obecnie notowanych na CeTO mają szansę przejść na giełdę. Część z nich rozważa to w swojej strategii, niektóre planują odpowiednie działania w najbliższym czasie.

Reklama
Reklama

Komunalnym się nie spieszy

Część przedsiębiorstw notowanych na polskim rynku pozagiełdowym to spółki komunalne. Należą do nich Aqua i Wodkan, mające sieci wodociągowe, OZC, czyli Ostrowski Zakład Ciepłowniczy, oraz Zakład Oczyszczania i Gospodarki Odpadami "MZO". Głównym udziałowcem trzech ostatnich jest Holdikom - holding z Ostrowa Wielkopolskiego, zajmujący się zarządzaniem mieniem komunalnym. Spółki te nie palą się jednak do zmiany miejsca notowań. Z powodu wiążących się z taką operacją dużych kosztów uznają, że CeTO jest odpowiednim rynkiem, biorąc pod uwagę ich wielkość i skalę działalności. Nie do końca jasna jest sytuacja spółki Aqua, która nie komentuje możliwości przeprowadzki na rynek giełdowy.

Spółki komunalne nie są jedynymi, które nie zamierzają przenosić się na GPW. Do tej grupy należy także ZNTK. Firma uznaje CeTO za parkiet akurat odpowiedni z punktu widzenia jej skali działalności. Niewiele wskazuje również, by na GPW zagościć miało Leasco - firma borykająca się ze sporymi problemami finansowymi. Trochę odmienna jest sytuacja Orła - firmy z Mysłowic. Producent tkanin lnianych na pierwszym miejscu stawia restrukturyzację oraz inwestycje. W takiej sytuacji przeprowadzka na GPW schodzi na drugi plan. Podobnie, żadnych działań w tym kierunku nie podejmuje Izolacja-Jarocin. Wielkopolska firma jest producentem materiałów budowlanych, głównie papy. Pojawiła się wprawdzie koncepcja nowej emisji akcji jako sposobu finansowania rozwoju, ale nie znalazła wystarczającego poparcia wśród akcjonariuszy.

Najpierw restrukturyzacja,

potem zmiana parkietu

Odrobinę inna jest sytuacja Zastalu. Obecnie podstawową działalnością spółki jest najem nieruchomości, jednak zarząd duże nadzieje pokłada również w rozwoju nowego rodzaju biznesu - produkcji konstrukcji stalowych. Plany rozwoju zakładają modernizację i zwiększenie efektywności. Chociaż wejście w nową branżę wymaga sporych inwestycji, Zastal nie może finansować ich z emisji akcji, ponieważ jego papiery są notowane poniżej ceny nominalnej. Sytuacja taka nie jest wprawdzie niczym wyjątkowym na CeTO, ale zmusza spółkę do korzystania głównie ze środków własnych i kredytów.

Reklama
Reklama

Pewne pozytywne aspekty przejścia na bardziej płynny rynek giełdowy dostrzega także KPPD. Prezes Longin Graczkowski zdaje sobie sprawę, że oznaczałoby to większe obroty, wzrost wartości akcji czy choćby poprawę wizerunku firmy, ale na drugiej szali znajdują się koszty związane z przeprowadzką. Nie najlepsze wyniki finansowe w ostatnim czasie budzą też obawy, czy znalazłoby się dość chętnych na ewentualną nową emisję akcji. Niemniej jednak kwestia GPW pozostaje otwarta.

Pewną szansę na zmianę parkietu uważny inwestor dostrzeże w przypadku Rafametu. Firma, która od dłuższego czasu prowadzi gruntowną restrukturyzację, od kilku lat odnotowuje coraz lepsze wyniki. Korzystna koniunktura na rynku elektromaszynowym pozwoliła na optymistyczną prognozę na ten rok - 75 mln przychodów. Dla porównania: w 2002 roku było to jedynie 32 mln zł. Spółka z Kuźni Raciborskiej, która w zeszłym roku odnotowała 1 mln zysku, za dwa lata, po uporządkowaniu własnych finansów, może mieć go nawet 5 mln zł, dlatego nie wyklucza możliwości przejścia na GPW. Rozstrzygające decyzje mogą zapaść nawet już wkrótce.

Dość tajemnicza jest sytuacja Resbudu - przedsiębiorstwa z CeTO funkcjonującego w branży budowlanej. Firma, która jeszcze trzy lata temu stała na krawędzi bankructwa i zdecydowała się zawrzeć układ z wierzycielami, dziś jest zyskowna i planuje na ten rok 55 mln zł przychodów. Dodatkowo główny udziałowiec spółki - ABM Solid, który od niedawna jest właścicielem 51 proc. akcji Resbudu - sam planuje wejście na GPW, między innymi w celu dokapitalizowania spółki zależnej. Czy wyklucza to możliwość przejścia Resbudu na warszawską giełdę? Zapytany o to zarząd powstrzymuje się od komentarzy.

Jedną nogą na GPW

Praktycznie przesądzona jest już sytuacja dwóch spółek - Mewy i Ventusa. Pierwsza już jakiś czas temu ogłosiła chęć debiutu na GPW i podpisała umowę z domem maklerskim. Druga pojawiła się początkowo na rynku publicznym, aby uzyskać możliwość emisji obligacji. Obecnie dołączyła jednak do stajni Capital Partners, która to spółka skupiła w swoich rękach 100 proc. udziałów w Ventusie. Od tego czasu jasne stało się, że celem jest wprowadzenie firmy na GPW. Rozważny gracz giełdowy musi być świadom, że inwestycja w spółki z CeTO jest mniej bezpieczna niż w firmy z GPW, jednak nie powinien takiej możliwości odrzucać. Warto pamiętać, że - jak to na rynku bywa - za większym ryzykiem idą zwykle wyższe zyski.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama