Ceny mieszkań pędzą jak szalone (w wakacje trochź wyhamowały). Nie tylko specjaliści z branży zastanawiają się, jak długo taki stan rzeczy będzie trwał? Czy przypadkiem nie jesteśmy świadkami "bańki spekulacyjnej", która za kilka miesięcy pęknie z hukiem?

- Sytuacja na rynku nieruchomości powinna unormować się w ciągu dwóch lat. Przewiduję, że wtedy też zakończy się obserwowany dzisiaj boom - mówi Dror Kerem, dyrektor generalny Ronson Development. - W 2008 roku stosunek popytu do podaży powinien się uregulować. To właśnie przepaść między popytem i podażą, a nie spekulacje, ma wpływ na wzrost cen mieszkań. Ceny nie spadną, jednak powinny przestać rosnąć. Podobnego zdania jest Łukasz Madej, dyrektor zarządzający w firmie RedNet Property Group, właściciel serwisu www.tabelaofert.pl. Rynek nieruchomości mieszkaniowych rządzi się bowiem takimi samymi prawami jak każdy inny. Jeśli wzrasta liczba osób zainteresowanych kupnem mieszkania, a liczba lokali utrzymuje się na stałym poziomie, to rosną ceny i wydłuża się czas oczekiwania na nowe mieszkanie. - Niestety, w ostatnich miesiącach dynamika wzrostu cen sięga nawet kilkunastu procent, czego konsekwencją jest szybsze zbliżanie się do punktu równowagi: zmniejszy się liczba kupujących, a dynamika wzrostu cen zostanie wyhamowana - uważa Łukasz Madej. Kiedy dokładnie to nastąpi? Zdaniem specjalisty z RedNet Property Group, odpowiedź na to pytanie zależy głównie od tego, jak w poszczególnych miastach Polski ceny będą się zachowywać (latem rosły symbolicznie - patrz strony .12-.13). Ceny mogą wyhamować już w II kwartale przyszłego roku. Korekta może nie wystąpić, ale utrzymanie dynamiki wzrostu na poziomie 10-15 procent w kwartale jest raczej niemożliwe.

Oczywiście, wciąż opłaca się inwestować w rynek nieruchomości. Warunek: trzeba znaleźć właściwe mieszkanie. Byle jakie i w byle jakim miejscu to nietrafiony interes (piszemy o tym na stronach .10-.11). Źyczę więc tylko udanych inwestycji.

Tomasz Chojnowski "parkiet"