Wojciech Mojzesowicz, minister w Kancelarii Premiera odpowiedzialny za rozwój rolnictwa i jeden z dwóch członków PiS zamieszanych w aferę "taśmową", zapowiedział podanie się do dymisji. - Jeżeli moje odejście miałoby dać szansę na stworzenie większości w parlamencie, to ani minuty, ani sekundy nie będę zastanawiać się nad tym, czy odejść z funkcji w rządzie - powiedział w bydgoskim Radiu Pomorza i Kujaw. - Decyzję podejmie premier - zastrzegł. Rzecznik rządu Jan Dziedziczak oświadczył jednak wczoraj, że premier nie podjął jeszcze decyzji w sprawie dymisji.
Odejście z rządu W. Mojzesowicza może ułatwić negocjacje PiS z Polskim Stronnictwem Ludowym w sprawie powołania koalicji. Z sejmowej arytmetyki wynika, że tylko z PSL Prawo i Sprawiedliwość ma szansę zbudować większość w tym parlamencie.
W ubiegłym tygodniu ludowcy postawili warunek, że członkowie PiS przyłapani na przekonywaniu Renaty Beger (Samoobrona) do przejścia na stronę rządu, powinni ponieść "proste konsekwencje polityczne". Od tego uzależniali podjęcie negocjacji. - To jest krok w dobrym kierunku - skomentował zapowiedź W. Mojzesowicza Waldemar Pawlak, prezes PSL. Dla ludowców minister w Kancelarii Premiera zajmujący się rolnictwem stanowiłby konkurencję w zdobywaniu elektoratu wiejskiego.
Dziś zbiera się Naczelny Komitet Wykonawczy PSL. Być może zdecyduje o kontynuowaniu rozmów z PiS. - Oczekujemy od PiS określenia obszarów odpowiedzialności, które jest gotowe powierzyć naszej partii - przyznał W. Pawlak.
Ekonomiści oceniają, że wariant koalicji PiS-PSL-LPR jest bardziej prawdopodobny niż wcześniejsze wybory. Zaznaczają jednak, że do 10 października (wtedy zbiera się Sejm, by rozpatrzyć m.in. wnioski opozycji o skrócenie kadencji) wszystko jeszcze może się zmienić.