Seria czterech tygodni spadków na rynku surowców została powstrzymana. W zeszłym tygodniu surowcowy indeks CRB Futures, obejmujący notowania kontraktów na 19 najważniejszych surowców z giełd za Atlantykiem, wzrósł o 1,6 proc.

Barierą okazał się poziom 300 pkt - w poprzedni poniedziałek indeks zatrzymał się na 300,71 pkt i od tego czasu zyskiwał na wartości. Dopiero wczoraj znów tendencja się odwróciła - indeks wynosił po kilku godzinach notowań 304,86 pkt, w porównaniu z 305,58 w piątek.

Coraz więcej analityków jest zdania, że kilkutygodniowa bessa na surowcowym rynku (średnie ceny spadły aż o 15 proc.) może się prędko znów przemienić w hossę. Argumentują, że szybko rozwijające się Chiny konsumują coraz więcej ropy, złota i innych surowców, co musi prowadzić do wzrostu cen. Zdaniem Jamesa Gutmana z banku inwestycyjnego Goldman Sachs, baryłka ropy naftowej podrożeje w przyszłym roku o 10 proc., do 75 USD, natomiast Michael Lewis z Deutsche Banku przewiduje wzrost notowań złota do 700 USD za uncję w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Byłby to wzrost o 15 proc.

W zeszłym tygodniu ropa podrożała o 3,9 proc., do ok. 62 USD za baryłkę, głównie w wyniku zapowiedzi Nigerii i Wenezueli (oba kraje należą do OPEC), dotyczących planów ograniczenia eksportu surowca w sumie o 170 tys. baryłek.

Wczoraj już jednak ropa znów taniała, do 61,92 USD za baryłkę, ponieważ rynek uznał, że nie będzie to zbyt duży spadek podaży, szczególnie w sytuacji spowolnienia gospodarczego w USA i rosnących tamtejszych zapasów paliw.