Reklama

Amerykańskie byki dostaną zadyszki?

Wyjątkowa siła amerykańskiego rynku akcji na tle innych światowych giełd nie może trwać wiecznie. Jej kres jest blisko

Publikacja: 07.10.2006 08:59

Rynek akcji za oceanem należy w ostatnich tygodniach do najsilniejszych na świecie. Indeks Dow Jones bije historyczne rekordy, a S&P 500 ustanawia ponadpięcioletnie maksima. Wszystko to dzieje się przy napływających wciąż niezbyt korzystnych doniesieniach z gospodarki. Wskaźnik ISM, obrazujący aktywność w sektorze wytwórczym, zmalał do poziomu najniższego od maja 2005 r. Spadek był większy niż oczekiwano. Trzeba jednak pamiętać, że obecne spowolnienie gospodarcze zostało już wcześniej zdyskontowane przez rynek akcji. Jego obecne mocne zachowanie może świadczyć, że inwestorzy dyskontują już odbicie w gospodarce. To by oznaczało, że mamy do czynienia co najwyżej z zadyszką gospodarki USA. Zwolennicy takiej tezy mogą wskazać np. na najnowsze dane o kondycji sektora nieruchomości. Liczba podpisanych umów sprzedaży domów (pending homes sales) wzrosła w sierpniu o 4,3 proc., co analitycy odczytali jako sygnał stabilizacji słabnącej dotąd koniunktury w budownictwie. A to właśnie ten sektor jest jedną z głównych przyczyn spowolnienia gospodarki Stanów Zjednoczonych.

Opory na horyzoncie

Analiza wykresu S&P 500 w długiej perspektywie przestrzega jednak przed hurraoptymistycznymi wnioskami. Wygląda na to, że ostatnia zwyżka wpisuje się w schemat, według jakiego indeks zachowywał się do tej pory. Pozwoliła ona utrzymać długoterminowe tempo wzrostu, ale nie jest to jeszcze równoznaczne ze stwierdzeniem, że dobre nastroje utrzymają się w nadchodzących tygodniach.

Wnioski te łatwo zobrazować - zarówno na wykresie samego S&P 500, jak i jego rocznej zmiany. W przeciwieństwie do wielu innych rynków akcji - szczególnie wschodzących - majowe załamanie notowań w Stanach Zjednoczonych nie było niczym nadzwyczajnym w porównaniu z poprzednimi dwoma latami. Korekta spadkowa o podobnej skali zdarzała się od początku 2004 r. trzy razy. Pod tym względem obecna zwyżka nie jest także niczym wyjątkowym.

W podobnym tempie S&P 500 odrabiał wszystkie poprzednie korekty długoterminowego trendu wzrostowego. Od ponad dwóch lat S&P 500 znajduje się niezmiennie w formacji zbliżonej do rosnącego kanału czy też nieznacznie zwężającego się rosnącego klina. Precyzyjne określenie jej nazwy ma drugoplanowe znaczenie, w każdym razie obrazuje ona długoterminowe tempo zwyżki. Dotąd wszystkie poważne korekty spadkowe kończyły się na dolnym ramieniu formacji lub już zanim notowania do niego dotarły.

Reklama
Reklama

Z obecnego punktu widzenia ważne jest górne ramię formacji. Przebiega ono blisko 1370 pkt (przy czym precyzyjne określenie tej bariery nie jest możliwe). S&P 500 znajduje się zatem niebezpiecznie blisko kluczowego długoterminowego oporu. Przy dotychczasowym tempie zwyżki daje to potencjał wzrostowy najwyżej na kilka sesji.

Te same wnioski nasuwają się, jeśli spojrzymy na wykresy wskaźników. Podczas gdy sam S&P 500 porusza się we wspomnianym długoterminowym kanale wzrostowym, to jego roczna zmiana oscyluje w analogicznym kanale, tyle że horyzontalnym. Dzieje się tak od połowy 2004 r. Kanał ten pozwolił przewidzieć punkt zwrotny w notowaniach w czerwcu i lipcu. Wówczas roczna zmiana odbiła się od zera, czyli od dolnego ramienia kanału. Problem polega na tym, że obecnie dynamika S&P 500 jest bardzo blisko górnej strefy tej formacji (ok. 15 proc.).

Dwa scenariusze

Takie same sygnały płyną z wykresu prostego oscylatora obliczanego jako odchylenie S&P 500 od średniej kroczącej z 50 sesji. Obecnie odchylenie sięga 4 proc. W ostatnich trzech latach dotarcie tego wskaźnika do poziomu 5-6 proc. zapowiadało zatrzymanie szybkiej zwyżki kursów akcji.

Wiele wskazuje zatem na to, że okres wyjątkowej siły S&P 500 na tle innych światowych rynków dobiega końca. Co będzie dalej? Prawdopodobne są dwa scenariusze - pesymistyczny i umiarkowany. Wariant pesymistyczny zakłada, że po odbiciu od wspomnianych oporów, S&P 500 zacznie spadać w kierunku dolnego ramienia długoterminowego kanału. Oznaczałoby to pogorszenie nastrojów na przynajmniej kilka tygUmiarkowany scenariusz to nie tyle spadki, ile wyhamowanie zwyżki. Jest szansa, że powtórzy się sytuacja z pierwszych czterech miesięcy tego roku. Wówczas S&P 500 po dotarciu w pobliże długoterminowego oporu nadal rósł, ale w znacznie wolniejszym tempie - takim, które pozwalało mu utrzymać się tuż poniżej górnej linii kanału.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama