Rynek akcji za oceanem należy w ostatnich tygodniach do najsilniejszych na świecie. Indeks Dow Jones bije historyczne rekordy, a S&P 500 ustanawia ponadpięcioletnie maksima. Wszystko to dzieje się przy napływających wciąż niezbyt korzystnych doniesieniach z gospodarki. Wskaźnik ISM, obrazujący aktywność w sektorze wytwórczym, zmalał do poziomu najniższego od maja 2005 r. Spadek był większy niż oczekiwano. Trzeba jednak pamiętać, że obecne spowolnienie gospodarcze zostało już wcześniej zdyskontowane przez rynek akcji. Jego obecne mocne zachowanie może świadczyć, że inwestorzy dyskontują już odbicie w gospodarce. To by oznaczało, że mamy do czynienia co najwyżej z zadyszką gospodarki USA. Zwolennicy takiej tezy mogą wskazać np. na najnowsze dane o kondycji sektora nieruchomości. Liczba podpisanych umów sprzedaży domów (pending homes sales) wzrosła w sierpniu o 4,3 proc., co analitycy odczytali jako sygnał stabilizacji słabnącej dotąd koniunktury w budownictwie. A to właśnie ten sektor jest jedną z głównych przyczyn spowolnienia gospodarki Stanów Zjednoczonych.
Opory na horyzoncie
Analiza wykresu S&P 500 w długiej perspektywie przestrzega jednak przed hurraoptymistycznymi wnioskami. Wygląda na to, że ostatnia zwyżka wpisuje się w schemat, według jakiego indeks zachowywał się do tej pory. Pozwoliła ona utrzymać długoterminowe tempo wzrostu, ale nie jest to jeszcze równoznaczne ze stwierdzeniem, że dobre nastroje utrzymają się w nadchodzących tygodniach.
Wnioski te łatwo zobrazować - zarówno na wykresie samego S&P 500, jak i jego rocznej zmiany. W przeciwieństwie do wielu innych rynków akcji - szczególnie wschodzących - majowe załamanie notowań w Stanach Zjednoczonych nie było niczym nadzwyczajnym w porównaniu z poprzednimi dwoma latami. Korekta spadkowa o podobnej skali zdarzała się od początku 2004 r. trzy razy. Pod tym względem obecna zwyżka nie jest także niczym wyjątkowym.
W podobnym tempie S&P 500 odrabiał wszystkie poprzednie korekty długoterminowego trendu wzrostowego. Od ponad dwóch lat S&P 500 znajduje się niezmiennie w formacji zbliżonej do rosnącego kanału czy też nieznacznie zwężającego się rosnącego klina. Precyzyjne określenie jej nazwy ma drugoplanowe znaczenie, w każdym razie obrazuje ona długoterminowe tempo zwyżki. Dotąd wszystkie poważne korekty spadkowe kończyły się na dolnym ramieniu formacji lub już zanim notowania do niego dotarły.