W mediach aż huczy od rekordu średniej przemysłowej Dow?a. Pokonanie szczytu ze stycznia 2000 r. ma magię przekreślenia całej fazy dekoniunktury początkowych lat XXI w. Przypomina to trochę zaklinanie rzeczywistości. Nikt nie bierze pod uwagę upływu czasu i inflacji, która faktycznie zmniejsza obecną wielkość indeksu względem tej z początku 2000 r. Innym czynnikiem, który nie pozwala się zbyt mocno podniecać rekordem DJIA jest fakt, że w przypadku indeksów znacznie szerszych, czyli do obliczania których bierze się większą liczbę spółek, do rekordów wiele jeszcze brakuje. I to nawet nie uwzględniając inflacji. Można rzec, że temat rekordów jest w gruncie rzeczy medialny. I niech takim pozostanie. My powinniśmy skupić się na wydarzeniach, które mają znacznie większą wartość dla oceny perspektyw.
Rynek pracy - bez paniki
Zacznijmy od końca, czyli od piątkowego raportu o stanie rynku pracy w USA. W większości serwisów został on odebrany jako rozczarowujący. Taka interpretacja zyskała na znaczeniu, gdy okazało się, że piątkową sesję indeksy w Stanach Zjednoczonych zakończyły spadkiem wartości. Czy rzeczywiście było tak tragicznie? Moim zdaniem sytuacja nie jest na tyle zła, by miała wywołać aż taką reakcję. Dane uważam za neutralne, a spadek indeksów przypisuję raczej korekcie po ostatnich kilku sesjach wzrostu. Po prostu nie było już impulsu, który miałby pchać rynek wyżej.
Jak zwykle z całego raportu opisującego rynek pracy najbardziej wyczekiwanymi były dane o zmianie liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Prognozowano, że we wrześniu wzrośnie ona o ok. 120 tys. Okazało się, że faktyczny wzrost wyniósł jedynie 51 tys. Rzeczywiście na pierwszy rzut oka dane mogły rozczarować, ale szybko otrzymaliśmy dodatkowe informacje, które początkową słabą wymowę danych skutecznie zredukowały. Otóż dokonano rewizji odczytu sierpniowego. Wcześniej mówiono, że w sierpniu pojawiło się 128 tys. nowych miejsc pracy. Wzrost ten zrewidowano o 60 tys. w górę. Jak widać już tylko ta rewizja sprawiła, że sumaryczny odczyt dla dwóch miesięcy był bliski prognozom, a więc faktycznie rynek nie mógł się czuć jakoś szczególnie zaskoczony. Tym bardziej, że mając świadomość sporych wahań tej publikacji można przypuszczać, że i dane wrześniowe mają szansę na rewizję.
Jeśli już mówimy o prognozach i rewizji danych to warto wspomnieć o publikowanym w środę raporcie Automated Data Processing Inc. Głównym jego elementem jest szacunkowa liczba nowozatrudnionych w sektorze prywatnym. Powstaje ona na bazie informacji pochodzących z 225 tys. przedsiębiorstw zatrudniających ok. 14 mln pracowników. Wg autorów raportu publikowanego od tego roku, szacowana przez nich zmiana w zatrudnieniu jest skorelowana w 90 proc. ze zmianą pojawiającą się w comiesięcznym raporcie o stanie rynku pracy publikowanym przez rządowy Labor Department. W środę dowiedzieliśmy się, że zdaniem ADP w sektorze prywatnym przybyło jedynie 78 tys. miejsc pracy. Piszę "jedynie", gdyż oczekiwano przyrostu o 110 tys. Ta liczba mogła sygnalizować, że wrzesień nie będzie dobrym miesiącem na rynku pracy. Pewności nie było, bo każdy miał w pamięci poprzednie raporty ADP - łącznie z tym za czerwiec, gdy szacowano wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym na 368 tys. a faktycznie w całej gospodarce wyniósł on jedynie 107 tys. Światło ostrzegawcze powinno się jednak zapalić, a więc i rozczarowanie nie powinno być tak duże. Tym bardziej, że - jak już wspomniałem - można oczekiwać rewizji piątkowych danych, bo przecież i one są szacowane na bazie ankiet.