Reklama

Co się dzieje w cieniu rekordów

Temat rekordów jest w gruncie rzeczy wydarzeniem medialnym i niech takim pozostanie. Warto skupić się na sprawach znacznie ważniejszych, które w większym stopniu mogą wpłynąć na przyszły przebieg notowań

Publikacja: 09.10.2006 10:16

W mediach aż huczy od rekordu średniej przemysłowej Dow?a. Pokonanie szczytu ze stycznia 2000 r. ma magię przekreślenia całej fazy dekoniunktury początkowych lat XXI w. Przypomina to trochę zaklinanie rzeczywistości. Nikt nie bierze pod uwagę upływu czasu i inflacji, która faktycznie zmniejsza obecną wielkość indeksu względem tej z początku 2000 r. Innym czynnikiem, który nie pozwala się zbyt mocno podniecać rekordem DJIA jest fakt, że w przypadku indeksów znacznie szerszych, czyli do obliczania których bierze się większą liczbę spółek, do rekordów wiele jeszcze brakuje. I to nawet nie uwzględniając inflacji. Można rzec, że temat rekordów jest w gruncie rzeczy medialny. I niech takim pozostanie. My powinniśmy skupić się na wydarzeniach, które mają znacznie większą wartość dla oceny perspektyw.

Rynek pracy - bez paniki

Zacznijmy od końca, czyli od piątkowego raportu o stanie rynku pracy w USA. W większości serwisów został on odebrany jako rozczarowujący. Taka interpretacja zyskała na znaczeniu, gdy okazało się, że piątkową sesję indeksy w Stanach Zjednoczonych zakończyły spadkiem wartości. Czy rzeczywiście było tak tragicznie? Moim zdaniem sytuacja nie jest na tyle zła, by miała wywołać aż taką reakcję. Dane uważam za neutralne, a spadek indeksów przypisuję raczej korekcie po ostatnich kilku sesjach wzrostu. Po prostu nie było już impulsu, który miałby pchać rynek wyżej.

Jak zwykle z całego raportu opisującego rynek pracy najbardziej wyczekiwanymi były dane o zmianie liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Prognozowano, że we wrześniu wzrośnie ona o ok. 120 tys. Okazało się, że faktyczny wzrost wyniósł jedynie 51 tys. Rzeczywiście na pierwszy rzut oka dane mogły rozczarować, ale szybko otrzymaliśmy dodatkowe informacje, które początkową słabą wymowę danych skutecznie zredukowały. Otóż dokonano rewizji odczytu sierpniowego. Wcześniej mówiono, że w sierpniu pojawiło się 128 tys. nowych miejsc pracy. Wzrost ten zrewidowano o 60 tys. w górę. Jak widać już tylko ta rewizja sprawiła, że sumaryczny odczyt dla dwóch miesięcy był bliski prognozom, a więc faktycznie rynek nie mógł się czuć jakoś szczególnie zaskoczony. Tym bardziej, że mając świadomość sporych wahań tej publikacji można przypuszczać, że i dane wrześniowe mają szansę na rewizję.

Jeśli już mówimy o prognozach i rewizji danych to warto wspomnieć o publikowanym w środę raporcie Automated Data Processing Inc. Głównym jego elementem jest szacunkowa liczba nowozatrudnionych w sektorze prywatnym. Powstaje ona na bazie informacji pochodzących z 225 tys. przedsiębiorstw zatrudniających ok. 14 mln pracowników. Wg autorów raportu publikowanego od tego roku, szacowana przez nich zmiana w zatrudnieniu jest skorelowana w 90 proc. ze zmianą pojawiającą się w comiesięcznym raporcie o stanie rynku pracy publikowanym przez rządowy Labor Department. W środę dowiedzieliśmy się, że zdaniem ADP w sektorze prywatnym przybyło jedynie 78 tys. miejsc pracy. Piszę "jedynie", gdyż oczekiwano przyrostu o 110 tys. Ta liczba mogła sygnalizować, że wrzesień nie będzie dobrym miesiącem na rynku pracy. Pewności nie było, bo każdy miał w pamięci poprzednie raporty ADP - łącznie z tym za czerwiec, gdy szacowano wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym na 368 tys. a faktycznie w całej gospodarce wyniósł on jedynie 107 tys. Światło ostrzegawcze powinno się jednak zapalić, a więc i rozczarowanie nie powinno być tak duże. Tym bardziej, że - jak już wspomniałem - można oczekiwać rewizji piątkowych danych, bo przecież i one są szacowane na bazie ankiet.

Reklama
Reklama

Średnia trzymiesięczna przyrostu miejsc pracy nadal jest wyższa od 120 tys. Ba jest na tyle dobra, że nadal uchodzi za czynnik zagrażający inflacji. Tym bardziej, że roczny wzrost płac nadal przekracza 4 proc. i jest znacznie wyższy od inflacji bazowej. Nie ma wątpliwości, że sytuacja w zatrudnieniu się zmienia, czego główną przyczyną jest osłabienie na rynku nieruchomości. To właśnie w sektorze budownictwa widać największe redukcje. Są one związane z aktualnym wyhamowaniem w tym dziale, ale także pogarszającymi się prognozami na przyszłość. Szacuje się, że dzięki spowolnieniu w budownictwie miesięczny przyrost zatrudnienia ogółem jest mniejszy o ok. 30-40 tys. W sektorach z budownictwem nie związanych sytuacja jest na razie poprawna.

Spadek oczekiwań

inflacyjnych

W ostatnim tygodniu sporo mówiło się o obniżających się oczekiwaniach inflacyjnych. Jednym z argumentów był wolniejszy wzrost gospodarczy, spadające ceny surowców energetycznych oraz sporej liczby pozostałych towarów. Na spadek oczekiwań wskazywały także oba subindeksy cenowe wskaźnika ISM, zarówno ten liczony dla przemysłu, jak i ten dla usług. Innym czynnikiem przywoływanym jako argument dla ustępujących napięć inflacyjnych jest spadek rentowności dłużnych papierów długoterminowych, co w konsekwencji daje odwróconą krzywą dochodowości. Spadek oczekiwań inflacyjnych jest dla banku centralnego poważną przesłanką przy podejmowaniu decyzji dotyczących polityki pieniężnej. Pytanie, czy odwrócona krzywa dochodowości jest wynikiem oczekiwań niższej inflacji, czy też niższych stóp procentowych, które mają pomagać spowalniającej gospodarce. Ponownie pojawia się pytanie, co jest ważniejsze: wzrost gospodarczy czy dynamika wzrostu cen - dylemat, który chyba nigdy nie będzie rozwiązany w pełni. Podejście zależy od poglądów podejmujących decyzje.

W tym kontekście z zainteresowaniem przyjęto pierwsze wystąpienie Charles?a Plosser?a, nowego szefa filadelfijskiego banku rezerwy federalnej. Już wcześniej, jako pracownik Uniwersytetu w Rochester był on postrzegany jako zagorzały jastrząb. Głosił pogląd, że Fed powinien się w swoich poczynaniach kierować zasadą, by inflacja bazowa mieściła się w przedziale od -1 proc. do +1 proc. Jak więc widać są to wartości znacznie niższe od przyjętego +2 proc. Zdaniem Plooser?a bank centralny nie jest w stanie samodzielnie odpowiadać za wzrost gospodarczy bądź zatrudnienie w krótkim okresie czasu. Za to może podejmować wysiłki mające przynieść poprawę w dłuższej perspektywie, ale jedynie wówczas, gdy ceny będą pod kontrolą. A to jego zdaniem oznacza, że ich zmiana będzie się zawierać we wspomnianym wyżej przedziale. To dość mocne słowa, ale na razie nie mające bezpośredniego wpływu na politykę pieniężną. Plooser prawo głosu otrzyma dopiero w 2008 r.

Niewesoły budżet

Reklama
Reklama

Na koniec wypadałoby wspomnieć coś o rządowym projekcie budżetu na 2007 r. Problem w tym, że trudno się odnosić do projektu, który ma przed sobą młyn, jakim jest debata sejmowa. Niewiele można dobrego powiedzieć o tym dokumencie. Większość jego elementów martwi: wysoki deficyt, wzrost wydatków przewyższający inflację, pogarszająca się struktura tych wydatków kosztem dziedzin prorozwojowych... Wiadomo już, okres wzrostu nie będzie wykorzystany do przeprowadzenia reform. Wzrostu, który może stracić na dynamice szybciej niż się obecnie sądzi. Już rewizja danych o wymianie handlowej sprawiła, że faktycznie dynamika PKB będzie kilka dziesiątych procenta niższa od wcześniejszych szacunków.

Nadal w konsolidacji

Największym problemem naszego rynku w tej chwili jest uciążliwa konsolidacja. Jak widać na wykresach na podobnym poziomie cen przebywamy już ponad trzy miesiące. Jeśli odejmiemy krótką chwilę większych wahań w końcu wiosny, to faktycznie konsolidacja trwa cały bieżący rok. Wskaźniki oceniające siłę trendu (wzrost lub spadek) oparte o dane tygodniowe są na poziomach nie widzianych od wielu lat. Już dwa tygodnie temu sugerowałem, że do wybicia jest coraz bliżej. Przez ten czas niewiele się zmieniło. Wykres cen kontraktów zbliżył się do poziomu wsparcia jakim jest nadal lokalny dołek wyznaczony w sierpniu, ale nie doszło nawet do jego testu. W czwartek ceny skoczyły w górę. W piątek udało się je utrzymać na wysokim poziomie, ale oba dni znacząco nie wyróżniały się aktywnością. Tym samym nie był to silny atak popytu, ale raczej próba przedłużenia konsolidacji. Trudno po takiej akcji oczekiwać brawurowych zakupów. Podaż też nie jest święta. Ograniczenia są znane i pozostaje tylko czekać, aż któreś zostanie pokonane.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama