Hutmen zrezygnował z kupna Huty Łaziska. Jednym z powodów są ogromne zobowiązania huty wobec pracowników oraz dostawcy energii.
- To byłby nieopłacalny biznes. Sądzę ponadto, że prywatny właściciel tej firmy (ponad 50 proc. udziałów należy do osoby fizycznej) mógłby mieć zbyt duże wymagania finansowe. A nas interesują tanie przejęcia dobrych firm, na których można w miarę szybko zarobić lub przeprowadzić szybką i skuteczną restrukturyzację - komentuje Andrzej Libold, prezes Hutmenu. Tymczasem na wieść, że giełdowa spółka jest zainteresowana Hutą Łaziska, zareagowały zarówno związki zawodowe, jak i zarząd firmy, którzy chętnie widzieliby wrocławską firmę jako inwestora.
Hutmen badał również możliwość zakupu Huty Będzin, należącej do Skarbu Państwa. - Po przyjrzeniu się Będzinowi, widzimy, że nie jest to jednak atrakcyjny obiekt przejęcia - tłumaczy A. Libold.
Wrocławska spółka planuje emisję akcji. Chce wyemitować 17 mln walorów po 10 zł każdy. Pieniądze z emisji zostaną wykorzystane na spłatę zadłużenia wobec Impexmetalu (80 mln zł) oraz na akwizycje. Jaki jest plan przejęć Hutmenu? - Nasze plany bezpośrednio łączą się z tym, co mają zamiar zrobić grupa Boryszew, NFI "Kwiatkowski" oraz Roman Karkosik. Ile przeznaczymy na przejźcia? Odpowiem tak: tyle, ile bździe trzeba. Pieniądze z emisji to nie wszystko. Po spłacie Impexmetalu nasze zdolności kredytowe bźdą bardzo duże - twierdzi prezes Liboldu. Dodaje, że firma poważnie analizuje teraz co najmniej cztery projekty akwizycyjne - w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.
Giełdowa spółka, zajmująca się produkcją wyrobów z metali kolorowych, ma zamiar w tym roku osiągnąć blisko 1,8 mld zł przychodów i 40,2 mln zł zysku netto. W 2005 r. skonsolidowane przychody Hutmenu wyniosły 1 mld zł, a firma poniosła 5,7 mln zł straty netto. Tymczasem kurs Hutmenu od kilkunastu dni spada. - Nie rozumiem tego. W firmie dokonała się rewolucja. Myślę, że inwestorzy czekają na ogłoszenie przez nas celów przejęć i tego, w jaką nową działalność będziemy wchodzić. Ale takich planów nie wymyśla się w dwa-trzy tygodnie. Bez przesady. Analizujemy setki niszowych projektów. To musi trwać. Powiem jedynie tyle, że cierpliwość zostanie wynagrodzona. Nie będziemy przecież na siłę wchodzić w biznes, który nie zostanie przez nas rozpoznany - twierdzi A. Libold.