Inwestorzy długo czekali na wiadomości w sprawie zakupu przez Drozapol 33 proc. udziałów w Cynk-Malu. Słyszeli już o dwóch datach granicznych: czerwcu i wrześniu. Jednak negocjacje zostały przedłużone do 31 stycznia przyszłego roku. Jak wytłumaczy Pan rynkowi opóźnienie?
Cynk-Mal jest naszym najbardziej zaawansowanym projektem. W ostatnich dniach września pojawiła się nowa, ciekawa koncepcja współpracy, która wymaga dodatkowych analiz i rozmów. Jako podmiot mający wejść do przyszłej grupy kapitałowej, Cynk-Mal powinien to i owo zmienić, dostosować do wymogów rynku kapitałowego, zasad korporacyjnych, a zwłaszcza międzynarodowych standardów rachunkowości. Partner musi też nas przekonać do swojej wyceny i planowanych inwestycji.
Myślę, że w ciągu dwóch, trzech miesięcy będziemy w stanie określić opłacalność tej transakcji i ocenić zmiany. Jeśli zakup nie da nam gwarancji wzrostu wartości spółki i grupy kapitałowej oraz odpowiedniej stopy zwrotu dla akcjonariuszy, nie będziemy za wszelką cenę go realizować.
Co konkretnie kryje się pod dość ogólnym sformułowaniem, że udziałowcy Cynk-Malu zaproponowali nową koncepcję powiązań kapitałowych z Drozapolem?
Nie jestem upoważniony, żeby ujawniać szczegóły. Sam fakt, że strony nie zakończyły rozmów, dobrze rokuje. Pośpiech nie jest wskazany w tej dziedzinie. Poinformujemy rynek, gdy tylko uzgodnimy warunki.