Reklama

MAN podnosi cenę, Scania kusi dywidendą

Niemiecki producent ciężarówek podwyższył cenę oferowaną za szwedzkiego konkurenta, ale kierownictwo Scanii uważa, że to wciąż za mało

Publikacja: 17.10.2006 08:50

Starcie producentów ciężarówek wchodzi w nową fazę. Szwedzka Scania, broniąca się przed zakusami niemieckiego koncernu MAN, który chce przejąć nad nią kontrolę, specjalną dywidendą próbuje zapewnić sobie wierność akcjonariuszy.

Jeśli udziałowcy Scanii nie ulegną pokusie, nie sprzedadzą papierów MAN-owi i przetrzymają je do grudnia, to przed końcem roku łącznie mają otrzymać prawie miliard dolarów ekstradywidendy.

Analitycy są zdumieni wielkością obiecanej kwoty. Podobny manewr zastosował kilka miesięcy temu koncern stalowy Arcelor broniący się przed Mittal Steelem.

Volkswagen za sojuszem

Decydujący głos w akcjonariacie Scanii mają szwedzka firma finansowa Investor, kontrolowana przez rodzinę Wallenbergów, oraz Volkswagen, który jest również największym udziałowcem MAN-a.

Reklama
Reklama

Volkswagen deklaruje przychylność dla mariażu MAN-a ze Scanią i chciałby do tego duetu dorzucić swój brazylijski dział produkujący duże ciężarówki. Gigant z Wolfsburga, gdzie VW, największy europejski producent samochodów osobowych, ma siedzibę, chce przeforsować pokojowy wariant połączenia MAN-a i Scanii. Zachowuje się jednak ostrożnie. Oświadczył, że poprze to przedsięwzięcie, jeśli szefowie obu firm osiągną porozumienie. Mają na to cztery tygodnie. Jednocześnie VW zadeklarował, że w tym okresie nie udzieli poparcia ewentualnemu kontratakowi Scanii, gdyby zdecydowała się na przejęcie monachijskiego konkurenta. Przejęcie Scanii przez MAN-a mógłby poprzeć, jeśli opowiedzą się za tym akcjonariusze dysponujący 56,01 proc. praw głosów na walnym zgromadzeniu.

Batalia o Scanię trwa już miesiąc. 18 września MAN ogłosił, że chce przejąć Scanię za 9,6 miliarda euro. Menedżment szwedzkiej firmy z miejsca uznał, że cena jest zbyt niska. By zachęcić go do rozmów, monachijczycy pod dowództwem Hakana Samuelssona, byłego szefa Scanii, kupili 14,3 proc. szwedzkiej spółki. Zapłacili za nie po 475 koron, 6,9 proc. więcej niż proponowali wcześniej. Dla Scanii i Investora to wciąż za mało.

Lekcja do odrobienia

Wczoraj po raz pierwszy na temat planów MAN-a wypowiedział się Leif Oestling, dyrektor generalny Scanii. Uważa on, że połączenie obu firm przyniosłoby pewne korzyści (integracja sprzedaży i serwisu), ale skoncentrował się na zagrożeniach. Mówił o ryzyku utraty rynku, klientów czy pogorszenia się marki. Zarzucił też konkurentowi złe zarządzanie niektórymi akwizycjami. Oestling uważa, że MAN, by osiągnąć wydajność Scanii, musiałby zmniejszyć zatrudnienie w Niemczech o 5 tys. etatów. - Konsolidację w branży można traktować jako okazję, ale nie jest ona niezbędna - twierdzi szef Scanii, dla którego Samuelsson po prostu wciąż ma do odrobienia pracę domową.

Oestling uważa, że inwestorzy nie docenili perspektyw europejskiego rynku samochodów ciężarowych po powiększeniu Unii Europejskiej. Przewiduje, że w latach 2007-2009 przychody będą rosnąć o ok. 10 proc.

Giełdowi gracze na wieść o ekstradywidendzie podbili wczoraj kurs akcji Scanii o 1 proc., walory MAN-a zaś przecenili o 2,1 proc.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama