Skoro rynek tak szybko zapomniał o obawach przed spowolnieniem, to trudno w tym przypadku mówić o spowolnieniu, a bardziej stosownym określeniem byłaby korekta w gospodarce. Słychać już pierwsze głosy mówiące o tym, że obawy były przesadzone. Dane makroekonomiczne są niejednoznaczne. Z jednej strony we wrześniu zanotowano miesięczny spadek produkcji przemysłowej. Z drugiej strony spadek ten był jednak mniejszy niż przed rokiem. W efekcie roczny wzrost produkcji wyniósł 5,6 proc. i był najwyższy od ponad dwóch lat. Oczywiście, amerykańska gospodarka nie jest oparta wyłącznie na sektorze przemysłowym, ale w każdym razie nie widać oznak radykalnego spowolnienia.
Te wnioski potwierdzałyby dane o inflacji we wrześniu. Nie jest zaskoczeniem silny spadek tempa rocznego wzrostu cen zarówno dóbr konsumpcyjnych (CPI), jak i cen producentów (PPI). Roczny wskaźnik CPI wyniósł 2,1 proc. - najmniej od ponad dwóch lat, zaś PPI spadł do poziomu najniższego od czterech lat. Wpływ na tak radykalne ograniczenie presji inflacyjnej miała przecena paliw i innych surowców. W warunkach spowolnienia gospodarczego można by sądzić, że zmaleje też presja ze strony popytu konsumentów i firm - w końcu słabsza koniunktura i obawy przed jej dalszym pogorszeniem powinny skłaniać do zmniejszenia wydatków. Tymczasem dzieje się coś zupełnie odwrotnego - roczny wskaźnik inflacji bazowej CPI (pomijający ceny energii i żywności) podskoczył do 2,9 proc. - poziomu najwyższego od lat.
Potencjał wzrostowy
na wyczerpaniu
Miękkie lądowanie amerykańskiej gospodarki - gdzie spowolnienie odbiło się głównie na rynku nieruchomości - jest teoretycznie argumentem za kontynuacją zwyżki notowań za oceanem. Problem polega na tym, że być może najbardziej optymistyczny scenariusz został już zdyskontowany. Tak samo jak jeszcze niedawno mogło się wydawać, że gospodarka USA zacznie nadmiernie słabnąć, tak teraz może się wydawać, że zacznie na nowo szybko rosnąć. I niekoniecznie musi się to sprawdzić.Analiza techniczna stawia hurraoptymistyczne oczekiwania pod znakiem zapytania. Wiele okoliczności wskazuje, że wyczerpuje się krótkoterminowy potencjał wzrostowy amerykańskich indeksów. S&P 500 dotarł do oporu wyznaczonego przez linię biegnącą po szczytach z grudnia 2004 r. i maja br. Jest to górne ograniczenie długoterminowej formacji przypominającej kanał wzrostowy. Opór widać także na wykresie rocznej dynamiki S&P 500. Roczna zmiana przekroczyła 16 proc., docierając tym samym do górnej linii kanału, w jakim porusza się od połowy 2004 r. Z kolei w przypadku DJIA o ryzyku korekty świadczy wykres odchylenia indeksu od średniej kroczącej z 50 sesji. Wskaźnik ten przekroczył 4 proc. W ostatnich trzech latach tak wysoki poziom tego oscylatora zapowiadał zatrzymanie zwyżki średniej przemysłowej.