W połowie lat siedemdziesiątych profesor Władysław Marek Turski opowiadał swoim studentom, że z upływem czasu ilość dostępnej pamięci komputerowej będzie wzrastała wykładniczo, jej ceny zaś będą wykładniczo maleć. Pamięć to związki krzemu, czyli piasku - tłumaczył - a tego surowca nie brakuje. Dziesięć lat później powtarzał tę tezę mój wykładowca na zajęciach z metod numerycznych. Ale wówczas nie chciałem mu uwierzyć - nie było mnie stać na stację dysków do Atari.
Minęło kolejnych dziesięć lat i zaczęliśmy zapominać o kłopotach z pamięcią w używanych komputerach. Minęło kolejnych dziesięć i każdy nosi przy sobie gadżety przewyższające swoją pamięcią i mocą obliczeniową komputery, które kiedyś zajmowały całe szafy.
Spadek cen pamięci i jej nośników widoczny jest na każdym kroku. Filmy DVD są powszechnym załącznikiem do gazet. Odcinki niektórych seriali można pobierać ze strony internetowej. Można też nagrywać program telewizyjny na twardych dyskach dołączanych do nagrywarek DVD - i później obejrzeć film, "przeskakując" reklamy.
To komercja. A inne dziedziny życia? Może trochę polityki?
Słynna Lista Wildsteina mogła zostać wyniesiona z Instytutu Pamięci Narodowej przy wykorzystaniu pamięci USB. Wystarczyło znaleźć odpowiednie gniazdo w obudowie komputera i skopiować dane. Rozmowa Adama Michnika z Lwem Rywinem mogła zostać nagrana za pomocą dyktafonu lub telefonu komórkowego. Do słynnych nagrań Renaty Beger można było użyć miniaturowych kamer schowanych w głośnikach...