Kandydat o imieniu Bogusław po kilku latach znajomości przychodzi do mnie po poradę.
- Co mam zrobić? Wie pan, jak działają wielkie korporacje, szczególnie amerykańskie? Z Nowego Jorku Polska to mały kąsek. Można dokleić kilka krajów dookoła i zrobić z tego klaster. Prezes, czyli country manager, nie jest już potrzebny. To będzie tylko tytuł honorowy. Jestem za młody, aby spocząć na laurach. I co najgorsze, nie znajduję zrozumienia u swoich szefów z centrali.
- Podjął się pan rozmowy z nimi na ten temat?
- Oczywiście, że tak. Cały czas tłumaczę, co możemy stracić, przyjmując pewne założenia ponadnarodowe, które odsuwają nas od specyfiki terenu.
- Jaki sens mają te rozwiązania?