Przywódcy państw Unii Europejskiej w Lahti zdołali wypracować wspólne stanowisko, ale nie przekonali prezydenta Rosji do akceptacji Karty Energetycznej, wielostronnego dokumentu o regułach inwestowania i handlu nośnikami energii. Głównie chodzi o to, by firmy z UE miały taki sam dostęp do rynku rosyjskiego, jaki mają tamtejsze przedsiębiorstwa działające na obszarze Unii.
Władimir Putin wyraził przekonanie, że porozumienie w tych sprawach uda się osiągnąć podczas negocjacji o strategicznym partnerstwie Unii Europejskiej i Rosji, które zaczną się jeszcze w tym roku. UE będzie chciała przenieść najważniejsze zapisy Karty Energetycznej do nowej umowy.
Państwa Unii Europejskiej jedną czwartą ropy naftowej i gazu importują z Rosji, a w najbliższych latach ta zależność będzie rosła. UE stara się, aby firmy europejskie miały lepsze niż obecnie warunki inwestowania w rosyjski sektor energii i uzyskały dostęp do tamtejszych rurociągów kontrolowanych przez Gazprom. - Nie jesteśmy przeciwko zasadom zawartym w karcie, ale sądzimy, że niektóre zapisy powinny być lepiej zdefiniowane - uważa prezydent Rosji.
Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso mówił, że obie strony muszą nabrać do siebie zaufania, a partnerstwo powinno być oparte na przejrzystości, otwartości, braku dyskryminacji i cenach rynkowych. Na początku roku, z powodu konfliktu Moskwy z Ukrainą, Rosjanie przerwali dostawy gazu do tego kraju, ale brak surowca odczuli też odbiorcy w kilku państwach Europy Zachodniej.
Przywódcy państw UE w Lahti apelowali do Putina, by jego rząd honorował umowy z zachodnimi koncernami. Rosyjskie władze próbują unieważnić kontrakty zawarte w latach 90. z Royal Dutch Shell czy Totalem i nie chcą dopuścić firm zagranicznych do udziału w eksploatacji złóż Sztokmana.