Reklama

Martin Zweig. Zawsze w zgodzie z FED-em

W 1987 roku na amerykańskich rynkach doszło do jednego z największych krachów w historii. W poniedziałek, 19 sierpnia, Dow Jones zanurkował 23 procent. Niewielu graczy przygotowało się na taki rozwój wydarzeń, jednak był człowiek, któremu udało się wszystko przewidzieć. Martin Zweig zarobił tego dnia przeszło 9 procent.

Publikacja: 27.10.2006 09:23

Jak udało mu się tego dokonać? Zweig to chyba jeden z najbardziej pracowitych inwestorów, jacy przebywali na Wall Street. W ciągu lat pracy zgromadził i przeanalizował imponujące ilości danych. Dzięki temu udało mu się stworzyć wskaźniki, z których po dziś dzień korzystają inwestorzy na całym świecie. Choć niewielu zdaje sobie z tego sprawę, takie narzędzia jak put/call ratio czy advance/decline ratio (stosunek akcji rosnących do malejących) są właśnie jego wynalazkiem. I właśnie 19 sierpnia 1987 roku wszystkie te wskaźniki uderzyły na alarm. Zacznijmy jednak od samego początku.

Najmłodszy inwestor na Wall Street

Martin Zweig urodził się w 1942 roku w Cleveland w Ohio. Podobnie jak inni wielcy inwestorzy, także i on swoją przygodę z rynkiem kapitałowym rozpoczął dość wcześnie. Gdy Martin obchodził 9 urodziny, jego przedsiębiorczy tata postanowił dać synkowi w prezencie coś bardziej kształcącego niż zwyczajny rowerek lub inną zabawkę. I tym sposobem przyszły guru otrzymał... sześć akcji General Motors. Co prawda 9-latek nie bardzo jeszcze rozumiał, czym był ten prezent, ale jak sam później wspominał, uwielbiał obserwować kursy w gazecie i przeliczać, jak zmienia się wartość jego "majątku". To wtedy właśnie zrodził się w nim inwestor.

Giełda towarzyszyła wielkiemu inwestorowi przez wszystkie lata edukacji. Kiedy w szkole, gdy miał 10 lat, w ramach zadania domowego nauczycielka nakazała dzieciom sprawdzić, jaka jest najdroższa akcja na giełdzie, rezolutny Martin natychmiast wymienił 5 najwyżej notowanych papierów. Nauczycielka niemal zemdlała z wrażenia.

Kierunek: giełda

Reklama
Reklama

Jako kurs swojej dalszej edukacji Zweig obrał Wharton School of Business przy Uniwersytecie w Pensylwanii. Choć uczelnia miała bogatą tradycję w wychowywaniu znanych finansistów (wcześniej ukończył ją między innymi Warren Buffet), nie przypadła specjalnie do gustu inwestorowi z Cleveland. Zamiast dowiadywać siź, w jaki sposób pomnażać pieniądze na rynku kapitałowym, zgłębiał prawa popytu i podaży, a nie to było jego celem. Szybko zdecydował, że zamiast przesiadywać na wykładach, lepiej spędzi czas, zdobywając praktykę w domu maklerskim.

Zweig pracował początkowo jako tak zwany chalk-boy. Jego zadaniem było zapisywanie na wielkiej tablicy w głównym pomieszczeniu domu maklerskiego cen ważniejszych spółek, które wówczas docierały do biur za pomocą telegrafu. Nie było to wprawdzie szczególnie ambitne zajęcie, jednak pozwoliło mu zrozumieć, jak inwestorzy reagują na zmiany cen na giełdzie. Naprzemienne wielkie wybuchy euforii i paniki na parkiecie zrobiły na nim spore wrażenie.

Po ukończeniu Wharton School of Business Zweig zdecydował się na kurs MBA na Uniwersytecie w Nowym Jorku. Nie była to wprawdzie najlepsza szkoła oferująca tego typu programy, ale inwestor wybrał ją, ponieważ znajdowała się tuż obok siedziby American Stock Exchange. Będąc na Manhattanie, Zweig imał się różnych zajęć. Pracował w domach maklerskich, handlował również opcjami, które nie były jeszcze wówczas notowane na żadnej giełdzie. Udało mu się zdobyć dane o historycznych notowaniach różnych instrumentów, bardzo dużo też liczył, zgłębiając wiedzę o rynku. Dzięki temu, z pomocą raczkujących jeszcze wówczas komputerów, udało mu się dostrzec zależności, których nikt wcześniej nie zauważył.

Pionierskie pomysły

Przełom w jego karierze nastąpił, gdy napisał kilka artykułów i wysłał je do jednej z największych gazet zajmujących się tematyką giełdową na amerykańskim rynku Barron?s. Redaktor naczelny, którego zaintrygowały spostrzeżenia Zweiga, postanowił je opublikować. W pierwszym artykule Zweigowi udało się niemal idealnie przewidzieć giełdowy dołek i początek wzrostu w listopadzie 1970 roku. Otrzymał wówczas całe dziesiątki listów od czytelników zainteresowanych jego metodami. Jeszcze większym sukcesem okazała się jednak kolejna publikacja. Wielki inwestor przedstawił w niej pewne spostrzeżenie dotyczące zależności między rynkiem opcji a rynkiemZauważył mianowicie, że gdy na giełdzie panuje wyjątkowy pesymizm, co może sugerować, że rynek niedźwiedzia zbliża się do samego dna, w obrocie znajduje się dużo więcej opcji sprzedaży niż kupna. Analogiczna sytuacja panuje w szczytowych fazach hossy, gdy handluje się głównie opcjami kupna. Na tej podstawie Zweig wyliczył wskaźnik, który wszedł do użycia pod nazwą put/call ratio i jest po dziś dzień jednym ze skuteczniejszych narzędzi mierzenia nastrojów na rynku.

Wystarczyło jeszcze zaledwie kilka tego typu odkryć i publikacji, by pozycja Martina Zweiga na Wall Street została już mocno ugruntowana. Inwestor z Cleveland postanowił ten fakt wykorzystać i założył własny fundusz inwestycyjny pod nazwą The Zweig Fund, który rozpoczął działalność we wrześniu 1986 roku. Zgromadził początkowo majątek w wysokości 340 tysięcy dolarów. W ciągu kolejnych lat udało mu się dowieść, jak bardzo skuteczne są jego metody. Średnia roczna stopa zwrotu z zarządzania aktywami wynosi obecnie 19 procent. I choć być może ta wielkość nie jest porażająca, to według wielu organizacji (np. Market Watch), jeśli chodzi o relację zysku do ryzyka, zarządzane przez Zweiga fundusze plasują siź na pierwszym miejscu. Na czym więc polega strategia słynnego inwestora z Cleveland?

Reklama
Reklama

Don?t fight the FED

Dla Martina Zweiga nie mniej ważny od wyboru konkretnych papierów jest moment wejścia na rynek. Wcale nie uważa on, że giełdowy gracz powinien mieć portfel zawsze wypełniony po brzegi akcjami - wręcz przeciwnie, w niektórych sytuacjach powinien ulokować część majątku w obligacjach lub nawet gotówce. Naczelną zasadę, która ma o wszystkim decydować, można streścić w trzech słowach: "Don?t fight the FED" (nie walcz z FED-em). Po latach badań i analizy historycznych danych Zweig doszedł do wniosku, że to właśnie polityka monetarna ma decydujący wpływ na kształtowanie się kursów na giełdzie. Jakiekolwiek próby przyjmowania pozycji długich w okresie zaostrzania polityki monetarnej lub krótkich, gdy królują raczej gołębie, może skończyć się jedynie katastrofą. W swoim modelu inwestycyjnym Zweig przyjmuje konkretnie trzy zmienne związane z polityką monetarną: stopę dyskontową, stopę rezerw obowiązkowych oraz zadłużenie konsumentów. W zależności od tego, czy któraś z wyżej wymienionych zmiennych rośnie czy maleje (oraz o ile), model przyznaje lub odejmuje odpowiednie punkty. W efekcie nagromadzenia się punktów, Zweig otrzymuje sygnały kupna i sprzedaży.

Trendy i psychologia

Dla słynnego inwestora ważne są jednak nie tylko fundamenty, ale także analiza techniczna, która daje dobry pogląd na psychologię rynku. Zweig stosuje głównie różnego rodzaju wskaźniki "momentum", które informują go o kondycji trendu. Ze wszystkich używanych narzędzi najistotniejsze są dwa: advance/decline indicator oraz up volume indicator. Pierwszy z nich to stosunek liczby spółek, których kursy rosły danego dnia, do spółek, które traciły na wartości. Jeżeli taki stosunek przekroczy 2:1 (czyli, na przykład, 150 spółek wzrosło, 75 spadło), oznacza to, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy można się spodziewać sporej aprecjacji na rynku. Analogicznie zbudowany jest up volume indicator, tyle że w tym przypadku sprawa dotyczy wolumenu. Jeżeli stosunek liczby firm, na papierach których wzrosły obroty, do firm, w przypadku których nastąpił spadek wolumenu, przekroczył 9:1, inwestorzy mogą oczekiwać zwyżki cen na giełdzie.

Ciekawy element strategii inwestycyjnej stanowią różnego rodzaju wskaźniki sezonowe - oczko w głowie Martina Zweiga. Przebadał on zachowanie indeksów przed wszystkimi ważniejszymi świętami, w poszczególnych dniach tygodnia, w różnych miesiącach itp. Przy pomocy jego spostrzeżeń można było przez długi czas zarabiać niezłe pieniądze, jednak tylko do czasu. Mówi się, że na giełdzie dane prawo obowiązuje tak długo, jak długo nie dowiedzą się o nim wszyscy - wówczas po prostu przestaje istnieć. Niemniej jednak, niektóre efekty sezonowe odkryte przez Zweiga są obecne aż do dzisiaj, także na polskim rynku. Przykładem mogą być wzrosty w okolicach Bożego Narodzenia. Od początku liczenia WIG20 (1994 rok) zawsze w okresie od Wigilii do Nowego Roku indeks zyskiwał na wartości - średnio o 4,5 proc.

Wzrost - tak, ale tylko po rozsądnej cenie

Reklama
Reklama

Gdy Martin Zweig oceni już, czego może się spodziewać, przystępuje do wyboru spółek. Jego metoda nazywana jest w skrócie GFRP - growth for a reasonable price (wzrost za rozsądną cenę). Oznacza to, że stara się znaleźć złoty środek pomiędzy inwestowaniem w wartość a inwestowaniem we wzrost. Wszystkie giełdowe spółki przesiewa przez sito dość rygorystycznych założeń, a te, które pozostają, uznaje za godne ulokowania w nich pieniędzy. Znany inwestor decyduje się więc na zakup tylko tych spółek, które spełniają określone kryteria.

Czy spółka długoterminowo zwiększa zyski?

Jak mawia Zweig, nie jest istotne, czy firma wytwarza części komputerowe, czy kije od miotły, ważne, że przynosi zyski. Inwestor bierze pod uwagę zyski z ostatnich 4-5 lat. Spółek, które funkcjonują na rynku krócej, w ogóle nie bierze pod uwagę. Minimalny wzrost rok do roku w tym okresie to 15 procent.

Czy spółka długoterminowo zwiększa przychody?

Wzrost zysku musi być koniecznie potwierdzony wzrostem przychodów. Jeżeli zyski rosną szybciej niż przychody, oznacza to, że ich zwiększenie nie wynika z rozwoju firmy. Z drugiej strony, jeżeli rosną przychody, a zyski nie nadążają, może to sugerować zaostrzenie konkurencji w branży. Obie wartości muszą iść w parze.

Reklama
Reklama

Czy spółka nie jest zbyt wysoko wyceniana?

Zweig unika przewartościowanych spółek. Jako wyznacznik wyceny akcji uznaje wskaźnik C/Z (cena do zysku). Słynny inwestor rozumie oczywiście, że spółki szybciej rozwijające się mają wyższe C/Z, dlatego pojęcie "drogie akcje" traktuje dość elastycznie. Ogólnie można przyjąć, że nigdy nie kupuje papierów, dla których C/Z jest o 50 proc. wyższe od C/Z dla całego rynku.

Czy spółka nie jest wyceniana zbyt nisko?

Zbyt niskie C/Z jest równie niepożądane jak zbyt wysokie. Zweig szuka solidnych, dobrze rozwijających się firm, a statystycznie dowiódł, że znalezienie takich wśród spółek z wyjątkowo niską wyceną jest mało prawdopodobne. Jako wartość graniczną przyjmuje wskaźnik C/Z na poziomie 5.

Czy papier zachowuje się stosunkowo silnie względem reszty rynku?

Reklama
Reklama

Nie mniej istotne od wskaźników fundamentalnych są wskaźniki techniczne. Świadczą one o nastawieniu inwestorów do spółki, które powino być pozytywne. Akcje powinny drożeć nie wolniej niż reszta rynku, słowem relative strength powinno być wyższe od 50.

Jak postępują insiderzy?

Inwestor z Cleveland niechętnie patrzy na spółki, których zarząd z jakiegoś powodu w dużych ilościach pozbywa się akcji. Nie należy być oczywiście skłonnym do przesady i wykluczać firmy z powodu jednej transakcji. Z drugiej strony pożądane są informacje o insiderach nabywających papiery własnego przedsiębiorstwa.

Czy firma nie jest nadmiernie zadłużona?

Zbyt wysokie zadłużenie spółki to spore koszty stałe, które mogą okazać się trudnością w cięższych dla firmy chwilach. Dodatkowo, podczas wzrostu stóp procentowych nadmiar zaciągniętych kredytów nierzadko staje się dla przedsiębiorstwa zabójczy. Ze względu na to, że w poszczególnych sektorach gospodarki standardowy poziom zadłużenia jest różny, Zweig przyjmuje, że ogólny poziom zadłużenia nie może być wyższy niż średnia dla branży.

Reklama
Reklama

Czy spółka nie zaskakuje rynku w negatywny sposób?

Zweig nie toleruje firm, które z jakiegoś powodu sprawiły inwestorom negatywną niespodziankę - na przykład, nie spełniały prognoz. Według niego, świadczy to o jakości zarządzania przedsiębiorstwem i jest wysoce niepożądane.

Firmy, które przedrą się przez gęste sito założeń, mogą dostąpić zaszczytu znalezienia się w portfelu właściciela The Zweig Fund. O ile na amerykańskim rynku zapewne byłaby to całkiem spora grupa spółek, w naszym polskim ogródku wybór może zawężać się do zaledwie kilku.

Dziś Martin Zweig ma już 64 lata i odpoczywa na emeryturze we własnym domku na Manhattanie. Swego czasu zarządzał siedmioma miliardami dolarów, obecnie natomiast bardziej znany jest z dość oryginalnego hobby - kolekcjonowania lamp drogowych i szaf grających. Może sobie jednak na to pozwolić. Jako twórca wielu popularnych wskaźników i jeden z najskuteczniejszych zarządzających na Wall Street ma już niewątpliwie zapewnione poczesne miejsce w historii amerykańskiej finansjery.

Kryteria stawiane przez Martina Zweiga na polskim rynku spełnia około 10 spółek. Poniżej kilka z nich:

Hydrotor - podstawowym przedmiotem działalności spółki jest produkcja, regeneracja i sprzedaż elementów hydrauliki siłowej (głównie do podnośników i maszyn budowlanych).

KGHM - koncern mający ok. 3,5-proc. udział w światowej produkcji miedzi jest też drugim pod względem wielkości producentem srebra na świecie. Firma w 2005 r. sprzedała na eksport 62 proc. produkcji (głównie do Niemiec, Francji, Czech i Chin). W grupie kapitałowej 89 proc. przychodów pochodzi ze sprzedaży miedzi i innych metali, a 6 proc. z działalności telekomunikacyjnej. KGHM ma 100 proc. udziałów w Telefonii Dialog i 19,6 proc. w Polkomtelu.

Stalprofil - spółka zajmuje się głównie handlem wyrobami i półwyrobami hutniczymi. Firma powiększyła składy i rozpoczęła współpracę z nowymi dostawcami. Na początku tego roku przejęła kontrolę nad Izostalem, m.in. producentem rur polietylenowych i wykonującym izolacje rur.

Stalprodukt - jest wiodącym producentem wysoko przetworzonych wyrobów ze stali oraz krajowym dystrybutorem szerokiej gamy wyrobów hutniczych. Główne produkty spółki to blachy elektrotechniczne (transformatorowe i prądnicowe) i kształtowniki gięte na zimno (ponad 400 typowymiarów). Eksport stanowi około 40 proc. przychodów.

MARTIN ZWEIG

Urodzony w 1942 roku w Cleveland, Ohio. Studiował między innymi na Wharton School of Business, University of Miami, Michigan University. Autor bestselleru "Winning on Wall Street". Wieloletni zarządca funduszy inwestycyjnych, od 2005 roku na emeryturze. Założyciel The Zweig Fund.

Największy sukces: Potrafił co do dnia przewidzieć wystąpienie krachu 19 października 1987 roku. Zarobił wówczas 9 proc., podczas gdy DJIA stracił 23 proc.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama