Nasdaq Composite od prawie dwóch tygodni stabilizuje się poniżej poziomu, jaki na 2370,87 pkt tworzy szczyt z 19 kwietnia br. W połączeniu z wykupieniem, wygenerowanym w poniedziałek wstępnym sygnałem sprzedaży na MACD, jak również pogorszeniem sytuacji na innych wskaźnikach, poziom ten nabiera dużego znaczenia technicznego. Problem w tym, że przy utrzymujących się bardzo dobrych nastrojach na Wall Street to może nie wystarczyć, żeby sprowokować silną korektę. Brakuje bowiem poważnych argumentów, które faktycznie pogorszyłyby nastroje. Zasiały strach na rynku. I tym samym wywołały dłuższą niż dwudniową korektę.
Takich pretekstów do spadków szczególnie brakuje w przypadku S&P500 i DJIA. Indeksy te, podobnie jak Nasdaq, znajdują się w zdecydowanym trendzie wzrostowym już prawie 3,5 miesiąca. Jednak w odróżnieniu od niego istotne opory z tego roku pozostawiły one już dawno za sobą. Stąd też technicznych, innych niż wykupienie, przesłanek do korekty nie ma.
Analizując sytuację na Wall Street, możliwe że podskórnie większość graczy czuje, że po tak długim impulsie wzrostowym korekta zbliża się nawet nie dużymi, ale już wielkimi krokami. Jeżeli zerknąć do kalendarza finansowego, to w najbliższych dniach w zasadzie pojawia się tylko jeden potencjalny pretekst. Jest nim dzisiejsza publikacja danych o amerykańskim PKB w III kwartale br.
Analitycy prognozują, że gospodarka USA rosła w tym kwartale w tempie 2,1 proc., wobec 2,6 proc. w II kwartale. Przy obecnych, bardzo dobrych nastrojach, najpewniej inwestorzy ucieszyliby się nawet z niższego wzrostu - oznaczałby bowiem szybsze cięcie stóp. Dlatego też jedyną szansą na większą przecenę na Wall Street są nie słabe dane o PKB, ale publikowane razem z tym raportem, mocne dane odnośnie do miar inflacji w III kw. (PCE core, deflator). Dane sugerujące konieczność powrotu Fed do zacieśniania polityki monetarnej są chyba jedyną skuteczną zachętą do sprzedaży akcji.