Wszystko zależy od poziomu przyszłorocznego deficytu sektora rządowego i samorządowego. Ministerstwo Finansów szacowało niedawno, że może on wynieść 3,7 proc. PKB - liczone już zgodnie z metodologią unijną. Z końcem marca 2007 r. skończy się okres, w którym możemy traktować fundusze emerytalne jako część sektora. Po tej dacie dotacje do ZUS, pokrywające ubytki po reformie emerytalnej, powiększą deficyt.

Zyta Gilowska spodziewa się jednak, że przyszłoroczny niedobór sektora będzie niższy. Zawdzięczamy to dobrej koniunkturze. Już tegoroczny deficyt może wynieść nie prognozowane wcześniej 2,1, a 2 proc. PKB. - Jeżeli pozytywne tendencje przeniosą się na 2007 r., to wolno przypuszczać, że - licząc już zgodnie z metodologią unijną - możemy uplasować się w okolicach 3,5 proc. PKB - mówi wicepremier. Jej zdaniem, jeżeli niedobór okaże się nieco niższy niż 3,5 proc., Bruksela - zgodnie z porozumieniem z czerwca 2005 r. - pozwoli nam pomniejszyć go o część kosztów reformy emerytalnej. - W efekcie może się okazać, że będziemy poza procedurą nadmiernego deficytu - twierdzi Z. Gilowska.

Ostateczna wykładnia Brukseli będzie zależeć od prac nad budżetem na 2008 r. Jego domknięcie nie będzie łatwe. MF wraca bowiem do kosztującego 12 mld zł pomysłu redukcji klina podatkowego. Czy za drugim podejściem uda się go przeforsować? To zależy od pozycji Z. Gilowskiej w rządzie. Ta zaś rośnie.

Tydzień temu premier J. Kaczyński upoważnił ją do koordynacji prac resortów: gospodarki, rozwoju regionalnego, skarbu i transportu. Wicepremier zapowiada m. in., że dopilnuje, by powstał klarowny program prywatyzacji. Problem w tym, że wciąż nie ma rozwiązań, które dałyby jej rzeczywisty wpływ na działania czterech ministerstw.