Kraj, w którym w tym roku dziura budżetowa prawdopodobnie przekroczy równowartość 10 proc. PKB, ma nadzieję, że w 2007 r. będzie ona już sporo mniejsza. Premier Ferenc Gyurcsany mówił w piątek, że w parlamencie przedstawi "restrykcyjny" projekt wydatków państwa. Lider socjalistów twierdzi, że deficyt na rachunku obrotów bieżących uda się zmniejszyć szybciej niż planowano w sierpniu, kiedy Węgry sporządzały strategię wejścia do strefy euro (projekt zakładał, że w br. wyniesie on 7,9 proc. PKB, a w przyszłym będzie o 2 pkt proc. mniejszy).

Analitycy banku Goldman Sachs napisali w raporcie, że plany redukcji wydatków państwa są realne (bank po raz pierwszy od wielu lat stwierdził, że węgierska ustawa budżetowa nie będzie przesadnie ambitna). W uzasadnieniu odnotowali, że gdyby było inaczej, Gyurcsany straciłby całkowicie wiarygodność. Według ekspertów, zagrożeniem dla wykonalności planu jest malejące tempo wzrostu PKB. Bank zakłada jednak, że w przyszłym roku gospodarka Węgier urośnie o 2 proc. i przy tej dynamice rozwoju rząd miałby jeszcze pewien margines bezpieczeństwa.

Sytuacja polityczna na Węgrzech powoli się stabilizuje. Pod parlamentem demonstruje ostatnio zaledwie po kilka osób domagających się ustąpienia premiera. Na Węgry wracają też inwestorzy. Krajowa waluta drożeje, a wzrost jej kursu stymulują podniesione do 8 proc. stopy. W czwartek euro kosztowało nieco ponad 260 forintów i było najtańsze od połowy maja.

Bloomberg