Interesy gospodarcze i polityczne nie mogą być zagrożone przez stosowanie energii jako środka nacisku - powiedział premier Jarosław Kaczyński podczas wizyty w Berlinie. To właśnie kwestie energetyczne zdominowały rozmowy szefów rządu Polski i Niemiec.
Rura dzieli
Kluczowa w trakcie spotkania była sprawa gazociągu bałtyckiego, projektu, w który zaangażowany jest rosyjski Gazprom, niemieckie koncerny E. ON i BASF, a od miesiąca również holenderska spółka Gasunie. Przedsięwzięcie zakłada transport rosyjskiego gazu do Niemiec, Holandii i Danii. Rocznie przez gazociąg będzie przepływać 55 mld m. sześc. paliwa. Autorzy projektu wartego 6 miliardów dolarów chcą powiększyć grono odbiorców. Jednak inwestycja budzi wiele kontrowersji. Szwecja zgłaszała obawy dotyczące zagrożenia, jakie niesie inwestycja dla środowiska naturalnego.
Również Polska od samego początku znajduje się w gronie oponentów projektu budowy gazociągu. Potwierdziło to spotkanie szefów rządu Polski i Niemiec. W trakcie wizyty w Berlinie premier Kaczyński jeszcze raz podkreślił, że Polska nie ma zamiaru uczestniczyć w projekcie. Szef polskiego rządu zaznaczył, że celem Warszawy jest dywersyfikacja dostaw energii, podłączenie się do gazociągu bałtyckiego spowoduje zaś tylko silniejsze uzależnienie się od Gazpromu. W efekcie do żadnego przełomu nie doszło. Warszawa i Berlin zostały przy swoich stanowiskach, a odmiennym zdaniem państw dotyczącym gazowego projektu ma zająć się wspólna komisja robocza.
Gwarancje dla Polski