Wszyscy chwalą PR niektórych partii politycznych, w tym miłościwie nam panującej. Wszyscy ganią rząd za wizerunkowe wpadki w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Jest w tym sprzeczność, którą trudno zrozumieć. Ale warto uczyć się na błędach.
Stosowanie nawet najprostszych narzędzi z arsenału PR może przynieść dobre skutki. Gerhard Schroeder nie był poważnym politykiem, ale stara się być poważnym biznesmenem. Być może to kwestia pieniędzy. Rosjanie płacą lepiej niż niemieccy podatnicy.
Na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej Schroeder wyliczał we wtorek dziennikarzom z całej Europy zalety Gazociągu Północnego. Nie wiedział pewnie, że dzień później Gazprom podwoi cenę gazu dla Gruzji, udowadniając raz jeszcze, że polityka wcale się nie liczy - pod warunkiem że jest zgodna z interesami rosyjskiego rządu. Schroeder był w swej roli przekonujący. Mimo że zastosował w gruncie rzeczy mało wymyślny chwyt. Chcąc rozreklamować swoje pomysły - produkty czy inwestycje - przedsiębiorstwa nierzadko zapraszają dziennikarzy do siebie, obwożą po fabrykach, przedstawiają poważne analizy, prog-nozy i projekcje, które udowadniają słuszność ich koncepcji. Oczywiście, dziennikarze mają okazję zadać wszystkie niewygodne pytania, ale organizatorzy takich spotkań mają nadzieję, że zalew informacji przygotowanych na tę okazję, przy przewadze "własnego boiska", pozwoli im rozprawić się z wszelkimi wątpliwościami. Schroeder nie bez powodu mówił wiele razy o tym, że bałtycka rura zapewni bezpieczeństwo energetyczne Europie Zachodniej. W głowach wielu dziennikarzy ten argument utkwił. Nadto w świat popłynęły już relacje zwiastujące bezpieczną Europę i wielkie przedsięwzięcie biznesowe. Więc świat ze zdumieniem słyszy od czasu do czasu, że Polska jest przeciw. Ach, jaka ona uparta i głupia - myśli może.
Polska tymczasem nie jest niczym bardziej zainteresowana niż bezpieczeństwem energetycznym Europy (całej), a więc i własnym. Szkoda tylko, że w dyskusji na ten temat oddaje pole autorom kontrowersyjnego projektu. Polska nie przekona polityków, nie docierając do nich i nie przekonując ich wyborców.
A zatem może jakaś rządowa agenda czy kontrolowana przez państwo spółka mogłaby opłacić bilety lotnicze oraz hotel choćby i setce europejskich dziennikarzy. I udowodnić, jak bardzo Schroeder się myli. Może mogłaby też pokazać, że rura kładziona na lądzie będzie bez porównania tańsza (drodzy europejscy podatnicy!), powstanie szybciej (dla polityków bezpieczeństwo to sprawa pilna, ich kadencje są krótkie), a budowa będzie bardziej ekologiczna (moi mili zieloni czy inni antyglobaliści!).