Po wcześniejszych zwyżkach w minionym tygodniu notowania złota utrzymywały się w pobliżu 620 USD za uncję. Zachowania inwestorów dyktowane są głównie ruchami na rynku walutowym, a częściowo też na rynku ropy naftowej. W czwartek dolar się osłabił do euro i innych walut - mimo korzystnych danych o amerykańskim deficycie handlowym, które jednak "przegrały" z prognozami inflacyjnymi Europejskiego Banku Centralnego, wskazującymi na konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych w strefie euro. W konsekwencji złoto cieszyło się popytem i podrożało do 626 USD za uncję. W tym roku kruszec zdrożał o 21 proc., natomiast dolar stracił do wspólnej waluty 7 proc. Złoto jest traktowane jako najpewniejsza inwestycja, dlatego zyskuje, gdy notowania amerykańskiej waluty idą w dół. Podobnie złoto cieszy się popytem, gdy rośnie ryzyko inflacji. A wzrost cen może przyspieszyć w wyniku zwyżki notowań ropy naftowej. Wczoraj w Londynie surowiec podrożał o 2 proc. i po raz pierwszy od końca października baryłka kosztowała ponad 61 USD. Złoto było najdroższe w historii - za uncję płacono 873 USD - w styczniu 1980 r., po tym jak ropa zdrożała dwukrotnie w ciągu dwunastu miesięcy. Zdaniem analityków, w najbliższym czasie złoto może zyskiwać głównie na słabości dolara. Oceniają, że spadek notowań waluty będzie jednym z efektów zwycięstwa demokratów w wyborach do Kongresu, bo mogą oni dążyć do ochrony amerykańskich firm przed zagraniczną konkurencją. Według banku UBS, za miesiąc uncja złota zdrożeje do 640 USD, a za kwartał - do 670 USD.