Za towary i usługi konsumpcyjne płaciliśmy w październiku średnio o 1,2 proc. więcej niż rok wcześniej. We wrześniu wzrost cen wynosił 1,6 proc. Dane o inflacji okazały się lepsze od prognoz analityków (średnia prognoz wynosiła 1,3 proc.).
Informacja przekazana wczoraj przez Główny Urząd Statystyczny była natomiast zgodna z prognozą Ministerstwa Finansów sprzed dwóch tygodni. Szacunki resortu "przygotowały" rynek na dobre dane, dlatego reakcja nie była zbyt gwałtowna. Złoty i obligacje zyskały, ale nieznacznie. Rentowność papierów 5-letnich jeszcze przed publikacją danych o inflacji spadła poniżej 5 proc.
Fakt, że dynamika cen była niższa od oczekiwań i mniejsza niż miesiąc wcześniej, zawdzięczamy taniejącym paliwom. Ich ceny były w październiku o 6,2 proc. mniejsze niż rok wcześniej. W skali miesiąca spadek wyniósł 5 proc. Niższe ceny paliw niemal w całości skompensowały rosnące ceny żywności.
Analitycy zwracają uwagę, że w kolejnych miesiącach inflacja wzrośnie. W grudniu może sięgnąć 2 proc. - To i tak będzie poniżej celu Rady Polityki Pieniężnej, który wynosi 2,5 proc. Przy tym widać, że presja popytowa jest bardzo ograniczona. Świadczy o tym fakt, że inflacja netto, nieuwzględniająca zmian cen paliw i żywności, cały czas jest bardzo niska - zauważa Urban Górski, ekonomista Banku Millennium. Ekonomiści ING Banku Śląskiego szacują, że w październiku roczna inflacja netto wyniosła 1,2-1,3 proc. We wrześniu była na poziomie 1,4 proc.
W takiej sytuacji trudno o uzasadnienie podwyżek stóp procentowych, których od pewnego czasu obawia się rynek długu. - Raczej nie należy się spodziewać, by do podwyżki doszło w listopadzie albo grudniu. Jest natomiast niepewność co do zachowania RPP w styczniu - ocenia U. Górski. Jego zdaniem, najbardziej prawdopodobne jest jednak, że stopy w Polsce wzrosną dopiero w II połowie przyszłego roku.