Dalszy rozwój Groclinu jest możliwy tylko za granicą. W Polsce nie ma dla nas perspektyw - twierdzi Zbigniew Drzymała, szef i główny akcjonariuszy firmy (posiada 53,61 proc. kapitału) produkującej poszycia do foteli samochodowych. Dodaje jednak, że rozwój na Wschodzie nie oznacza likwidacji krajowych fabryk i zwalniania grupowo pracowników.
Zmiany będą
Jak widać, pracownicy Groclinu na razie nie mają się co martwić o miejsca pracy. Paradoksalnie to zarząd zaczyna mieć problem z utrzymaniem ludzi w zakładach. Polskie fabryki tracą wykwalifikowaną kadrę, która sama odchodzi. Ludzie wyjeżdżają za granicę, a nowych pracowników jest bardzo trudno znaleźć. Spółka poszukuje ludzi do produkcji, ale, jak twierdzi, chętnych brak. - To także jest sygnał, i to bardzo wyraźny, że coraz trudniej będzie nam rozwijać zaplecze produkcyjne w kraju - mówi prezes Drzymała.
Krajowe fabryki Groclinu będą w przyszłości przechodziły pewne zmiany.
- Chcemy, aby w Polsce docelowo działało przede wszystkim centrum projektowo-technologiczne. Możliwe że kiedyś cała nasza produkcja będzie poza granicami kraju - planuje Zbigniew Drzymała. To "kiedyś" to bliżej nieokreślona przyszłość. W krajowych zakładach pracuje ponad 2,6 tys. osób. - Nie możemy zamknąć zakładów w Polsce z kilku powodów. Po pierwsze, mamy tu doświadczonych pracowników, których nie znajdziemy na Wschodzie. Po drugie, zanim ruszyłby nowy zakład i skompletowalibyśmy załogę, minie sporo czasu - tłumaczy Jerzy Pięta, rzecznik prasowy spółki.