Tydzień w Nowym Jorku zaczął się od spadków, ale nie trwało to długo. W pierwszej fazie notowań spadał kurs akcji spółki górniczej Freeport, która kupuje firmę Phelps Dodge. Z powodu taniejącej ropy naftowej z listy preferowanych do zakupów walorów wypadły wydobywające ten surowiec spółki, a wśród nich lider branży ExxonMobil. Niektórzy gracze zapewne przystopowali, gdyż zwrócili uwagę, że indeks Standard&Poor?s 500 rósł ostatnio zbyt szybko, o czym świadczył wskaźnik siły relatywnej na poziomie 71,56. Kiedy osiąga wartość 70 oznacza to, że idzie w górę za wysoko i za szybko. Jednak po chwili refleksji graczom przestało to przeszkadzać. Przyczyniło się do tego rosnące powodzenie spółki aluminiowej Alcoa i innych firm surowcowych.
W Europie gracze długo nie mieli zbyt wielu okazji do zarobienia pieniędzy. Indeksy większości giełd traciły na wartości. Nastroje były złe po wypowiedzi Jean-Claude?a Trichet, szefa Europejskiego Banku Centralnego, który podczas spotkania szefów resortów finansów i prezesów banków centralnych G10 ostrzegł, ze rynki nie doceniają ryzyka spowolnienia tempa wzrostu na świecie. Chęć nadrobienia tej zaległości była wczoraj aż nadto widoczna. Pogorszyły się prognozy zysków firm europejskich. W październiku zapowiadano 8,8-proc. wzrost zysków w przyszłym roku, a obecnie tylko 8,3 proc.
Wygrani byli posiadacze akcji LSE, operatora giełdy londyńskiej i Eutelsat Communications. Ceny walorów tych spółek szły w górę, gdyż do akcji wkroczyli potencjalni kupcy zainteresowani przejęciem kontroli nad tymi firmami. Później ten odcinek frontu wzmocniły spekulacje o kolejnych fuzjach w branży surowcowej, a giełdowej grze ton nadawały Rio Tinto i Antofagasta.
Azja dostała cięgi z powodu Ameryki. Obawy o wyniki eksporterów sprzedających w USA swoje produkty doprowadziły do największych od 18 lipca spadków w Tokio. Wskaźnik Nikkei 225 stracił 2,5 proc. Indeks Morgana Stanleya dla Azji i Pacyfiku obniżył się 1,9 proc.