Reklama

Paul Tudor Jones II Król funduszy hedgingowych

Tak jak nie sposób pisać o inwestowaniu w wartość nie wspominając o Warrenie Buffecie, tak mówiąc o funduszach hedgingowych nie można pominąć Paula Tudora Jonesa II. W tej dziedzinie trudno o lepszego specjalistę

Publikacja: 24.11.2006 07:52

Po tym jak w 2005 roku Paul Tudor Jones II zarobił bajeczną kwotę 500 milionów dolarów, jego majątek osiągnął wartość 2,5 miliarda. Ten spektakularny sukces zapewnił mu 117 lokatę w rankingu najbogatszych ludzi świata gazety "Forbes". Jak udało mu się tego dokonać? Jones zdołał połączyć analizę fundamentalną oraz techniczną ze statystycznymi badaniami i znajomością psychologii rynku. Tę sztukę potrafi wprawdzie wielu, jednak niewielu jest tak skutecznych. Zacznijmy jednak od początku.

Każdy rok na plusie

Paul Tudor Jones młodość spędził w amerykańskim Memphis. Jego ojciec był wydawcą lokalnej prasy, więc Paul również początkowo planował kształcić się w tym kierunku. Już w collegu redagował roczniki szkolne, a po jego ukończeniu udał się - za radą ojca - kontynuować edukację na The University of Virginia. Po zdobyciu dyplomu z ekonomii w 1976 roku przyszły guru inwestycji hedgingowych zarzucił plany życiowe związane z karierą dziennikarską i postanowił zająć się tradingiem. Zasięgnąwszy opinii wuja Wiliama Dunavant, który był w owych czasach największym na świecie handlarzem bawełną, wyruszył do Nowego Orleanu poszukać pracy u Eli Tullis - jednego z najsłynniejszych brokerów na rynku towarowym.

Decyzja o tym, że Paul zwiąże swoje życie z giełdą, jeszcze wówczas jednak nie zapadła. Temat ten wydawał mu się wprawdzie pociągający, ale brak mu było pełnego przekonania. Wkrótce jednak stało się coś, co pozbawiło go wątpliwości. Kroplą, która przeważyła szalę, była wizyta na parkiecie nowojorskiej giełdy towarowej. Poziom emocji i ekscytacji ostatecznie utwierdził go w przekonaniu, że to miejsce właśnie dla niego.

Po kilku latach pracy na parkiecie jako broker, Jones zdecydował się działać na własną rękę. W 1980 roku rozstał się z pracą w biurze maklerskim i został tak zwanym lokalsem, czyli niezależnym brokerem działającym na giełdzie towarowej. Mimo że odnosił spore sukcesy i lata, które spędził na parkiecie, okazały się niezwykle owocne finansowo, nie było to jednak to, o czym marzył. Paulowi, przyzwyczajonemu po latach studiów do sportowej rywalizacji i działania w drużynie, wyraźnie brakowało grupowego ducha i współzawodnictwa. Znudzony spróbował swoich sił w Harvard Business School - chyba najbardziej renomowanej uczelni dla menedżerów na świecie - jednak i to nie dało mu satysfakcji. Ostatecznie, postanowił zebrać zgrany zespół traderów i założyć własny fundusz inwestycyjny.

Reklama
Reklama

W 1983 roku, gdy rozpoczynali działalność, ich majątek wynosił zaledwie 300 tysięcy dolarów. 20 lat później było to już około 400 miliardów. Wynik robiący spore wrażenie. Jednak sam Jones przyznaje, że o wiele przyjemniej zarządza mu się mniejszymi kwotami, bo wówczas nie musi się martwić o płynność. Przez okres, gdy słynny inwestor kierował swoim funduszem, udało mu się uniknąć nawet pojedynczego stratnego roku. Jego najgorszy wynik to 1993 rok, kiedy to zarobił jedynie 1,6 proc. A najlepszy? Najbardziej imponujące wyniki Jones osiągnął w 1987 roku. Zarobił wówczas ponad 200 procent. Tym, na których fakt ten nie robi wrażenia, warto przypomnieć, że 1987 rok to nie byle jaka data. Wówczas właśnie miał miejsce jeden z największych krachów w historii amerykańskiej giełdy.

Czarny Poniedziałek

Początkowo październik 1987 roku zapowiadał się na Wall Street jak każdy inny miesiąc. Nic nie wskazywało na to, co miało wkrótce nastąpić. Praktycznie zupełnie niespodziewanie w poniedziałek, 19 października, bez żadnych wyraźnych sygnałów ostrzegawczych typu podwyższona zmienność, kursy akcji na rynku załamały się. W ciągu zaledwie jednego dnia Dow Jones - indeks amerykańskich blue chipów - stracił przeszło 22 proc., co było największym jednodniowym spadkiem w historii. Kapitalizacja nowojorskiej giełdy zmniejszyła się wówczas o około 500 miliardów dolarów. Niewielu było inwestorów, którzy tego dnia wyszli bez szwanku. Do nielicznych wyjątków należał właśnie Paul Tudor Jones II, który dostrzegłszy pewne analogie do Czarnego Czwartku 1929 roku, obstawił wyjątkowo dużo krótkich pozycji. Efekt? Tego dnia Jones zarobił ponad 80 procent, a w ciągu całego roku praktycznie potroił majątek. Między innymi to właśnie ten epizod przesądził o jego opinii, jako niezwykle skutecznego menedżera funduszy hedgingowych.

Tudor Investments Corporation, firma założona przez Jonesa, to dziś jeden z największych funduszy inwestycyjnych na świecie. 260 traderów obraca pieniędzmi w kilkudziesięciu krajach świata, lokując je w akcje, instrumenty pochodne czy nawet w formie private equity. Firma ma klientów w 35 krajach świata. Są wśród nich banki, instytucje finansowe oraz zamożni klienci indywidualni. Klucz do sukcesu Paula Tudora Jonesa II kryje się również w organizacji działania samego funduszu. Działanie zespołowe, myślenie globalne i maksymalne wykorzystanie najnowszych technologii. To właśnie te elementy w połączeniu z efektywną strategią przesądziły o wyjątkowych wynikach Tudor Investments.

Metody mistrza

Na czym polega filozofia inwestycyjna, która doprowadziła Jonesa na 117. miejsce w rankingu najbogatszych ludzi świata? Słynny gracz nie tyle koncentruje się na tym, jak zarobić, ile na tym, jak nie stracić posiadanych pieniędzy. Jak sam przyznaje, jest chyba najbardziej konserwatywnym inwestorem na ziemi i nienawidzi tracić pieniędzy. Jest to jeden z powodów, dla których preferuje kontrakty futures od zwyczajnych papierów wartościowych. Duża płynność sprawia, że gdy ceny zaczynają spadać, może natychmiast zamknąć pozycję i po 5 minutach być całkowicie bezpieczny z gotówką. Słowem, w tym sensie Jones postrzega instrumenty pochodne jako bezpieczniejsze niż akcje, co jest dość oryginalnym podejściem. Z tego samego powodu - traktowania ochrony kapitału jako priorytetu - Tudor Jones nie widzi sensu w nadmiernym lewarowaniu czy zajmowaniu dużych pozycji. Słynny inwestor nie ma wątpliwości, że światowy rynek kapitałowy jest tak ogromny, że każdy, kto tylko będzie uważnie szukał, na pewno znajdzie intratne możliwości ulokowania kapitału.

Reklama
Reklama

Jakie są najistotniejsze cechy skutecznego tradera? Zdaniem Paula Tudora Jonesa, to przede wszystkim niczym nieposkromiony i wszechobecny głód informacji. Znany trader jest przekonany, że są sytuacje, w których można przewidzieć, co powoduje każdym pojedynczym uczestnikiem rynku. Taki pełny obraz daje sposobność spokojnego zainwestowania pieniędzy, nie obawiając się szczególnie większego ryzyka. Druga zasada mówi, że każdy inwestor musi polegać jedynie na pewnych i sprawdzonych zależnościach rynkowych. Na każdy instrument, którym handlujemy na giełdzie, wpływają dziesiątki czynników. Kluczem do sukcesu w inwestycjach jest dobór tylko istotnych i sprawdzonych zależności, a nie opieranie się wyłącznie na tym, co analitycy powiedzą w telewizji i napiszą w gazetach. Jones stawia na samodzielność.

Jeżeli chodzi o wskaźniki rynkowe, Jones preferuje przede wszystkim dwa: stopy procentowe i zmienność. Znany inwestor wskazuje, że w przeszłości niemal każdy rynek niedźwiedzia rozpoczynał się od wzrostu inflacji, która pociągała za sobą podwyżki stóp procentowych. Gdy stopy procentowe osiągną pewien poziom, musi się to odbić na rynku kapitałowym, dlatego słynny trader uważa je za jeden z najrzetelniejszych indykatorów giełdowych. Z kolei wskaźniki zmienności (ATR, odchylenie standardowe) Jones ceni ze względu na ich uniwersalność. Niezależnie, czy obserwujemy rynek soku pomarańczowego, eurodolara czy kurs akcji KGHM, podwyższona zmienność będzie zawsze oznaczać to samo - bliskość wierzchołka.

Giełda to nie wszystko

Wśród spostrzeżeń Paula Tudora Jonesa - inwestora z wieloletnim stażem - jest jeszcze jedno, któremu warto poświęcić chwilę uwagi. Ten guru instrumentów pochodnych spostrzegł, że z wiekiem u każdego gracza giełdowego rośnie awersja do ryzyka i staje się on naturalnie konserwatywny. Dlatego też w Tudor Investments urządzane są wręcz specjalne szkolenia, aby traderzy lepiej radzili sobie z tym procesem. Tak nieznaczny z pozoru czynnik może mieć naprawdę duży wpływ na decyzje inwestycyjne, dlatego warto nauczyć się go kontrolować.

Paul Tudor Jones II to z pewnością jeden z najznamienitszych inwestorów naszych czasów. Jednak pytany o swoje największe osiągnięcie wymienia żonę i czwórkę dzieci. Obecnie słynny guru giełdowy obok sukcesów inwestycyjnych, nie mniej znany jest również z działalności charytatywnej. Założył między innym "Fundację Robin Hooda", która zajmuje się zwalczaniem biedy w Nowym Jorku. Jaki z tego wszystkiego płynie wniosek? Jak mawia sam Jones, inwestor powinien nie tylko być skuteczny w swoim fachu, ale również potrafić zachować w życiu równowagę między pracą a życiem osobistym. W końcu nie samą giełdą żyje człowiek.

fot. Bloomberg

Reklama
Reklama

Kto wymyślił fundusze hedgingowe?

Mianem funduszu hedgingowego (ang. hedge fund)

nazywa się dziś zwykle instytucje, w której pieniądze klientów inwestowane są w instrumenty pochodne. Zbliżone określenie zostało po raz pierwszy ukute przez Alfreda Winslowa Jonesa. Ten doradca inwestycyjny założył fundusz w 1949 roku,

do którego przylgnęła nazwa "hedged fund". Jones sprzedawał krótko akcje, podczas gdy inni je kupowali, i tym sposobem zabezpieczał własne pozycje w portfelu. Z kolei określenie "hedge fund" (w odróżnieniu od "hedged fund")

zostało po raz pierwszy wykorzystane przez Carola J. Loomisa w kwietniowym magazynie "Forbes" z 1966 roku. Autor posłużył się nim do opisania strategii inwestycyjnej Jonesa

Reklama
Reklama

i właśnie ta nazwa zagościła na stałe w słowniku inwestycji kapitałowych.

PAUL TUDOR JONES II

Notka biograficzna: Absolwent the University of Virginia. Założyciel Tudor Investments Corporation, jednego z największych funduszy hedgingowych, działającego w kilkudziesięciu krajach świata. Niekwestionowany autorytet

w dziedzinie instrumentów pochodnych. Według magazynu "Forbes" - 117. najbogatszy człowiek świata.

Zatrudniony: Prezes Tudor Investments Corporation

Reklama
Reklama

Największy sukces: Podczas krachu giełdowego w 1987 roku zarobił ponad 200 procent.

Największa wada: Mówi się, że prowizje, których żąda od klientów, wynoszą 4 procent aktywów plus 23 procent zysku.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama