Po tym jak w 2005 roku Paul Tudor Jones II zarobił bajeczną kwotę 500 milionów dolarów, jego majątek osiągnął wartość 2,5 miliarda. Ten spektakularny sukces zapewnił mu 117 lokatę w rankingu najbogatszych ludzi świata gazety "Forbes". Jak udało mu się tego dokonać? Jones zdołał połączyć analizę fundamentalną oraz techniczną ze statystycznymi badaniami i znajomością psychologii rynku. Tę sztukę potrafi wprawdzie wielu, jednak niewielu jest tak skutecznych. Zacznijmy jednak od początku.
Każdy rok na plusie
Paul Tudor Jones młodość spędził w amerykańskim Memphis. Jego ojciec był wydawcą lokalnej prasy, więc Paul również początkowo planował kształcić się w tym kierunku. Już w collegu redagował roczniki szkolne, a po jego ukończeniu udał się - za radą ojca - kontynuować edukację na The University of Virginia. Po zdobyciu dyplomu z ekonomii w 1976 roku przyszły guru inwestycji hedgingowych zarzucił plany życiowe związane z karierą dziennikarską i postanowił zająć się tradingiem. Zasięgnąwszy opinii wuja Wiliama Dunavant, który był w owych czasach największym na świecie handlarzem bawełną, wyruszył do Nowego Orleanu poszukać pracy u Eli Tullis - jednego z najsłynniejszych brokerów na rynku towarowym.
Decyzja o tym, że Paul zwiąże swoje życie z giełdą, jeszcze wówczas jednak nie zapadła. Temat ten wydawał mu się wprawdzie pociągający, ale brak mu było pełnego przekonania. Wkrótce jednak stało się coś, co pozbawiło go wątpliwości. Kroplą, która przeważyła szalę, była wizyta na parkiecie nowojorskiej giełdy towarowej. Poziom emocji i ekscytacji ostatecznie utwierdził go w przekonaniu, że to miejsce właśnie dla niego.
Po kilku latach pracy na parkiecie jako broker, Jones zdecydował się działać na własną rękę. W 1980 roku rozstał się z pracą w biurze maklerskim i został tak zwanym lokalsem, czyli niezależnym brokerem działającym na giełdzie towarowej. Mimo że odnosił spore sukcesy i lata, które spędził na parkiecie, okazały się niezwykle owocne finansowo, nie było to jednak to, o czym marzył. Paulowi, przyzwyczajonemu po latach studiów do sportowej rywalizacji i działania w drużynie, wyraźnie brakowało grupowego ducha i współzawodnictwa. Znudzony spróbował swoich sił w Harvard Business School - chyba najbardziej renomowanej uczelni dla menedżerów na świecie - jednak i to nie dało mu satysfakcji. Ostatecznie, postanowił zebrać zgrany zespół traderów i założyć własny fundusz inwestycyjny.