To zaskakująca informacja. Globalizacja, budząca wiele emocji i protestów na naszym kontynencie, jest dla Europy bardziej korzystna niż dla Stanów Zjednoczonych czy Japonii.
Do takich wniosków doszli ekonomiści banku inwestycyjnego Goldman Sachs, którzy dokonali analizy korzyści odniesionych ze zwiększonej wymiany handlowej na świecie. Udział piętnastu "starych" państw Unii Europejskiej w światowym handlu od połowy lat 90. utrzymał się na poziomie 15,5 proc., podczas gdy pozycja USA i Japonii jest słabsza niż kiedyś. Udział Europy w eksporcie usług wynosi 35 proc., USA zaś 25 proc.
To budzi zdziwienie, ale Europie dobrze służy globalizacja i wzrost wymiany handlowej - mówi Erik Nielsen, główny ekonomista ds. Europy w londyńskim przedstawicielstwie Goldman Sachs.
Według Nielsena, w przyszłości profity będą jeszcze większe. - Unia Europejska lepiej radzi sobie z wyzwaniami niż USA i Japonia - twierdzi Eric Chaney, ekonomista banku Morgan Stanley. Nie dostrzega ujemnych skutków globalizacji. Europejskie firmy są lepiej przygotowane do wykorzystania okazji na rynkach wschodzących niż ich konkurenci z USA, czy Japonii m.in. dlatego, że zmniejszyły zatrudnienie na rynkach macierzystych i przeniosły produkcję tam gdzie jest tańsza siła robocza. Dzięki czemu wzrosła ich konkurencyjność.
Zachodnioeuropejscy pracownicy jednak globalizację traktują jako zagrożenie, gdyż pogarsza się ich sytuacja na rynku pracy. Z sondażu Komisji Europejskiej wynika, że aż 47 proc. ankietowanych postrzega globalizację jako zagrożenie. Spada odsetek respondentów dostrzegających korzyści z tego procesu. Trzy lata temu wynosił 56 proc., a obecnie tylko 37 proc. We Francji niezadowolonych jest 72 proc. badanych. To gorący temat w kampanii prezydenckiej.