O tym, że prezes PKO BP ma być wybrany do końca listopada, poinformował blisko dwa miesiące temu Marek Głuchowski, przewodniczący rady nadzorczej. Stało się to tuż po nagłej rezygnacji ze stanowiska Andrzeja Podsiadło. Podsiadło zapowiadał wcześniej, że pokieruje PKO BP do końca października, ale ustąpił miesiąc przed tym terminem. Rada nadzorcza zdecydowała wówczas, że do końca listopada obowiązki prezesa będzie pełnił wiceprezes Sławomir Skrzypek (uznawany za blisko związanego z Lechem Kaczyńskim). Później stery banku miał przejąć już ktoś inny. Czy faktycznie tak będzie?
Niełatwo o kandydata
Nieoficjalnie wiadomo, że wybór prezesa PKO BP nie jest łatwy dla rady nadzorczej. Dlaczego? Bankowcy twierdzą, że kierowanie PKO BP byłoby dużym wyzwaniem, ale ponieważ większościowy pakiet akcji należy do Skarbu Państwa, to jest to instytucja podatna na wpływy polityczne.
I jeszcze jedno: ze względu na większościowy udział państwa wynagrodzenie prezesa nie jest ustalane przez rynek, ale przez tzw. ustawę kominową. Będąc szefem banku mniejszego, ale prywatnego, można zarobić kilkanaście razy więcej niż w PKO BP.
Te ograniczenia sprawiają, że chętnych na stanowisko prezesa PKO BP nie było zbyt wielu. Na nieoficjalnej "giełdzie" kandydatów pojawiło się jednak kilka nazwisk.