Bezpośrednią przyczyną protestu załogi PERN są obawy pracowników o skutki wdrożenia pomysłu, polegającego na wydzieleniu ze spółki rur służących do przesyłu produktów rafineryjnych i przekazaniu ich Naftobazom, które obecnie noszą nazwę Operatora Logistycznego Paliw Płynnych. Dodajmy, że nie jest to wcale pomysł nowy. Powstał kilka lat temu, gdy Ministerstwem Skarbu Państwa kierował odsądzany dziś od czci i wiary Wiesław Kaczmarek. Mimo to obecne kierownictwo resortów gospodarki i skarbu podchwyciło tę ideę i dziarsko zaczęło ją wcielać w życie.
Przedstawiciele władz przekonują, że dzięki takiemu manewrowi przesył produktów naftowych, który jest w PERN "trwale deficytowy", stanie się wreszcie rentowny. Możliwość skorzystania z tych rur zyskają - poza Orlenem, który jest jedynym na razie użytkownikiem rurociągów - także inne firmy. Dzięki temu ceny paliw na stacjach benzynowych mają spaść. A w ogóle oddzielenie transportu ropy naftowej i przesyłu produktów to ogólnoeuropejska tendencja, którą Polska postanowiła teraz wdrożyć.
Ministerialni urzędnicy niechętnie przyznają, że podporządkowanie rur z ropą PERN, a rurociągów produktowych następcy Naftobaz to niejedyna opracowana przed laty koncepcja. Alternatywą mogłoby być połączenie całego przesyłu w ramach jednego koncernu. Ropa podlegałaby jednej jego spółce córce, produkty - drugiej. Dlaczego taki pomysł nie zyskał akceptacji? Dokładnie nie wiadomo.
Być może wybór tego wariantu ustrzegłby nas przed ryzykiem protestów załogi i ich ewentualnych reperkusji międzynarodowych.