Koncentracja ofert publicznych w jednym miesiącu - na dodatek "krótszym" od standardowego z powodu świąt Bożego Narodzenia - budzi różne reakcje. Instytucje finansowe podchodzą do tego bez emocji. Rozżaleni mogą być za to inwestorzy indywidualni.
Kto nie lubi tłoku?
Inwestorzy finansowi nie mają problemu z wyborem oferty, ponieważ koncentrują się na tych największych. Drobni gracze są w innej sytuacji. Zdaniem Jarosława Dominiaka, prezesa Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, natłok uniemożliwia wzięcie udziału w kilku naraz. Każdy, kto złoży zapis na papiery danej spółki, zamrozi swój kapitał do dnia ostatecznego rozliczenia transakcji. Dopiero wtedy będzie mógł wziąć udział w kolejnej sprzedaży.
Inwestorzy będą więc zmuszeni do wyboru - czasem między kilkoma równie atrakcyjnymi ofertami. - Propozycji jest dużo, a przydałoby się więcej czasu na dokładniejsze fundamentalne przeanalizowanie poszczególnych spółek - mówi J. Dominiak. Czasu jednak nie ma, a popyt na nowe akcje rośnie. Mało kto zwraca więc uwagę na jakość oferty. - Przy słabszej koniunkturze wiele z nich cieszyłoby się umiarkowanym powodzeniem - dodaje J. Dominiak.
Trudny wybór