Już poniedziałkowa końcówka notowań była wystarczającą podstawą do oczekiwania, że wtorek zacznie się pomyślnie dla posiadaczy długich pozycji. Warunkiem było to, by notowania za oceanem diametralnie nie zepsuły nastrojów. Okazało się, że nie tylko nie zepsuły, ale spory wzrost także na rynku amerykańskim (indeks S&P 500 zaliczył w poniedziałek lokalny szczyt) był kolejnym argumentem za tym, by oczekiwać dobrego otwarcia notowań.

Początek był rzeczywiście dobry, choć trzeba przyznać, że wielkość skoku cen była zadziwiająco mała. Otwarcie raptem 7 pkt nad poniedziałkowym zamknięciem sugerowało, że nastroje na rynku nie są najlepsze. To znalazło później potwierdzenie w trakcie sesji. Ok. 14.00 wartość bazy była jednocyfrowa, co sugerowało sceptycyzm rynku co do możliwości kontynuowania zwyżki.

Był on zastanawiający, ale i pomocny. Zastanawiający, gdyż brak wiary we wzrost w chwili, gdy rynek wychodzi na nowe szczyty hossy i osiąga wartości nigdy wcześniej nienotowane jest dziwny. Każdy chyba zdaje sobie sprawę, że wyjście na nowe rekordy to oznaka siły rynku. Zatem powinno się grać w kierunku zgodnym z kierunkiem przeważającej siły na rynku. Teoria teorią, ale przecież ten wyskok cen w górę przynajmniej w początkowej fazie był dość anemiczny i opierał się jedynie na dwóch spółkach (KGHM i PKO BP). Zatem rezerwa wydawała się zasadna. Jednak nie na tyle, by ignorować sam fakt ustanowienia nowego szczytu. Tak jak nie należy wyprzedzać sygnałów technicznych, tak nie należy ich ignorować, gdy się już pojawią.

Widoczne w wartości bazy wątpliwości inwestorów były też wskazówką, że rynek się boi zwyżki, a tym samym maleje potencjał dla spadku cen. Ceny rosły po tzw. ścianie strachu. Trzeba pamiętać, że właśnie wątpliwości do trwającego ruchu są jego pożywką. Gdy już wszyscy się do niego przekonają, ruch zanika.

Gdzie szukać końca tej zwyżki? Nie szukać. Gdy rynek wychodzi na nowe szczyty, poszukiwanie oporów jest zadaniem raczej mało rozsądnym. Pozostaje się skupić na wsparciach, których przebicie unieważniłoby założenie utrzymywania długich pozycji. Najbliższym wsparciem pozostaje poziom szczytu z maja, choć najlepiej by było, gdyby można było oprzeć zlecenia o jakiś lokalny dołek. Najbliższy jest jednak stosunkowo nisko (28 listopada). Zapewne wkrótce pojawi się nowe wsparcie na wyższym poziomie.