Z ustaleń "Parkietu" wynika, że Gazprom Export, należąca do Gazpromu firma zajmująca się eksportem błękitnego paliwa z Rosji, od początku roku płaci tylko część stawki należnej za przesył surowca przez polski odcinek rurociągu jamalskiego. Dowiedzieliśmy się, że w ramach tzw. stałej części opłaty za tranzyt uiszcza średnio 5,99 zł za 1000 m sześc. na odcinku 100 km. Tymczasem zgodnie z tegoroczną taryfą, ustanowioną przez Urząd Regulacji Energetyki pod koniec ubiegłego roku, stawka wynosi średnio 6,27 zł. Zaległości w opłatach za tranzyt gazu wyniosły na koniec listopada 19,23 mln dolarów.
Gazprom Export twierdzi, że wnoszona przez niego opłata pozwala na funkcjonowanie EuRoPol Gazu - właściciela polskiego odcinka gazociągu jamalskiego. Tym samym ma być zgodna z założeniami polsko-rosyjskiej umowy o tranzycie rosyjskiego gazu przez Polskę. Stanowiła ona, że celem EuRoPol Gazu nie jest maksymalizacja zysku, ale jedynie utrzymywanie działalności.
Polska strona podkreśla, że EuRoPol Gaz powinien osiągać zysk, m.in. po to, aby spółka mogła spłacać ogromne zadłużenie.
Stawka, którą płaci Gazprom Export, o czym pisaliśmy, jest dokładnie taka, jaką proponowali dwaj rosyjscy członkowie zarządu spółki we wniosku taryfowym złożonym w ubiegłym roku do URE. Polska część zarządu złożyła swój wniosek, który zakładał nieco wyższe opłaty. Ostatecznie URE uznał za ważną propozycję Polaków, którzy mają decydujący głos w zarządzie spółki.
Rosjanie zaskarżyli tę decyzję do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ten orzekł w poniedziałek, że URE nie miał prawa rozstrzygać, który z wniosków był właściwy, i powinien był wstrzymać ustalanie taryf. Wtedy obowiązywałby cennik z 2005 roku. Oznacza to jednak, że Rosjanie powinni płacić jeszcze więcej, gdyż taryfa gazowa w 2005 roku była znacznie wyższa niż uchwalona na 2006 rok.