W miarę jak społeczeństwo coraz bardziej się starzeje, większą uwagę obserwatorów życia gospodarczego przykuwają kwestie demograficzne. Konwencjonalne spojrzenie na te zagadnienia koncentruje się głównie na zjawisku malejącej liczby urodzeń i mających z tego wynikać problemów ze wzrostem gospodarczym oraz finansowaniem świadczeń emerytalnych. Czy Polsce grozi demograficzna katastrofa?
Przede wszystkim należy podkreślić, że Polska - podobnie jak najwyżej rozwinięte gospodarczo kraje w przeszłości - przechodzi proces nazywany demograficzną transformacją. Polega on na tym, że ze słabo rozwiniętego gospodarczo kraju o stosunkowo wysokich współczynnikach dzietności i umieralności Polska staje się uprzemysłowioną, zurbanizowaną gospodarką, w której współczynniki te są niskie.
Na wczesnym etapie transformacji demograficznej spada przede wszystkim dzietność. Oznacza to, że maleje liczba osób, które są na utrzymaniu pracującej populacji. Dzięki temu uwalniane są zasoby, które można przeznaczyć na inwestycje w rozwój i dobrobyt poszczególnych gospodarstw domowych. W rezultacie następuje szybszy wzrost PKB per capita. Jest to tzw. pierwsza dywidenda demograficzna. Polska obecnie z niej korzysta i będzie to trwać jeszcze przez jakiś czas. Powszechnie wiadomo, że wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak jest również z pierwszą dywidendą demograficzną. Po pewnym czasie niska dzietność przekłada się na spadek populacji w wieku produkcyjnym, a jednocześnie spadająca stopniowo śmiertelność powoduje wzrost liczby emerytów, których musi utrzymywać pokolenie pracujących. Działa to negatywnie na dynamikę PKB per capita, a pierwsza dywidenda demograficzna staje się ujemna. Nie musi to jednak oznaczać, że w długim okresie eliminowane są krótkookresowe korzyści ze spadku dzietności. Możliwa do uzyskania jest bowiem również tzw. druga dywidenda demograficzna.
Społeczeństwo świadome wzrostu oczekiwanego czasu życia koncentruje się bowiem na akumulacji aktywów, a ich inwestowanie owocuje wzrostem dochodu narodowego. W tym momencie dochodzimy do wniosku, że podobnie jak kiedyś za istotny dla procesu wzrostu gospodarczego przestano uważać przyrost zasobu ziemi, tak obecnie należy zdać sobie sprawę, że wzrost gospodarczy jest w mniejszym stopniu uzależniony od przyrostu populacji niż od jej wyposażenia w odpowiedni kapitał.
Suma obu dywidend - łączne efekty transformacji demograficznej - nie jest w sposób oczywisty dodatnia. Przejściowe efekty pierwszej dywidendy są zawsze pozytywne, ale zaistnienie drugiej dywidendy zależy od konstrukcji systemu emerytalnego i prowadzenia odpowiedniej polityki gospodarczej. Nowy system emerytalny w Polsce sprzyja uzyskiwaniu drugiej dywidendy. Mógłby jednak czynić to dużo sprawniej, gdyby lepiej uświadamiał jego uczestnikom, że wysokość ich dochodów na emeryturze zależeć będzie od wielkości zakumulowanych przez nich aktywów. Jeśli pracująca populacja jest zachęcana do oszczędzania na emeryturę i akumulacji aktywów, to razem ze starzeniem się społeczeństwa następuje wzrost relacji kapitału do populacji, a co za tym idzie - wzrost wydajności pracy i w rezultacie wzrost dochodu narodowego na głowę. Warto byłoby rozważyć większe zachęty do uczestnictwa w tzw. III filarze nowego systemu emerytalnego, do którego należy zaliczyć nie tylko PPE i IKE, ale również wszelkie inne formy oszczędzania z przeznaczeniem na finansowanie konsumpcji na emeryturze. Nowy system emerytalny zwiększa nasze szanse na uzyskanie demograficznej dywidendy i szybki wzrost gospodarczy w długim okresie. Potrzeba jednak wzmocnienia konstrukcji tego systemu.