Główny indeks tajskiej giełdy spadł na zamknięciu wtorkowych notowań najwięcej od 1990 roku, ponieważ nowe regulacje tamtejszego banku centralnego, wprowadzone celem powstrzymania gwałtownej aprecjacji bahta, skłoniły inwestorów do masowej wyprzedaży akcji tajskich spółek.

Natomiast ceny produkcji w USA wzrosły w listopadzie bardziej niż oczekiwano, co oddala, jak się już wydawało, rychłą perspektywę obniżki stóp procentowych przez Fed. "Podaż nie jest dzisiaj aż tak duża - to raczej popyt jest ostrożny. Mamy do czynienia z efektem Tajlandii na 'emerging markets' - inwestorzy wstrzymują się z decyzjami i zastanawiają się teraz, gdzie jest najmniejsze ryzyko" - powiedział zarządzający Clariden Fund w Szwajcarii, Andrzej Błachut.

"Co do danych z USA, to jest to tylko jedna cyfra, ale odwraca myślenie i każe rozważać: a może nie będzie recesji w USA? Może nie trzeba obniżać stóp? Ważne będzie to, co dalej z Tajlandią - czy irracjonalna wyprzedaż nie zamieni się w panikę" - dodał. Na wtorkowej sesji żadna ze spółek z indeksu WIG20 nie zdołała wyjść na plus. Wśród zniżkujących prym wiódł Bioton. Ten producent insuliny ludzkiej, wykorzystywanej w profilaktyce przeciwcukrzycowej, tracił dziś najbardziej spośród firm w WIG20, gdyż prasa doniosła o wynalezieniu nowego, rewolucyjnego zastrzyku na tę chorobę. Poza tym wyraźnie traciły banki i spółki surowcowe, czyli filary, na których wspierały się ostatnie rekordowe wzrosty warszawskiej giełdy. "Nie ma fundamentalnego powodu dla spadków, ale rynek jest jak żywy organizm i też potrzebuje odpoczynku" - powiedział Dudziński. "Oczekuję jakiejś korekty. Póki nie było powodu do spadku, rynek wspierał się na środkach funduszy. Jednak, jeśli ludzie zaczną czytać o spadkach, ograniczą kupowanie jednostek" - dodał.

((Autor: Adrian Krajewski; Redagował: Paweł Florkiewicz; [email protected]; Reuters Serwis Polski, tel. 22 6539700, RM: [email protected]))