Czarnym ludem w Nowym Jorku i na rozwiniętych rynkach europejskich była wczoraj inflacja. Graczy na emerging markets straszył Bank Tajlandii, który wprowadził restrykcje wobec inwestorów zagranicznych.
Sesje giełd nowojorskich zaczęły się od spadków. Sprawił to zaskakujący, największy od 32 lat, wzrost cen producentów, co szczególnie nadwątliło optymizm graczy spodziewających się bliskiej redukcji stóp procentowych. W listopadzie ceny producentów wzrosły o 2 proc., po 1,6-proc. spadku w październiku.
Bank centralny ma argument przeciwko cięciu stóp. Niewykluczone że zdecyduje się na podwyższenie kosztów kredytu, co byłoby złą wiadomością dla rynku akcji.
Mieszane dane napłynęły z rynku nieruchomości, gdyż w listopadzie wzrosła liczba rozpoczynanych budów domów, ale jednocześnie do najniższego od 9 lat poziomu spadła liczba wydanych pozwoleń na tego rodzaju inwestycje.
Wśród spadających spółek technologicznych wyróżniał się Oracle. Jego akcje taniały 4,9 proc. po informacji o wolniejszym wzroście sprzedaży w tym roku, a powodem 16-proc. spadku kursu Circuit City, drugiego detalisty na rynku elektroniki użytkowej, była strata kwartalna i obniżenie rocznej prognozy przychodów.