Reklama

Jesień złotych wzrostów

Jesienią najbardziej podrożały nowe mieszkania w Trójmieście (wzrost o 27,9 proc.), Łodzi (26,4 proc.) i we Wrocławiu (20,9 proc.). Najwyżej wyceniany jest metr kwadratowy lokalu w Warszawie (7290 zł) i Krakowie (7182 zł)

Publikacja: 20.12.2006 08:38

Jak wynika z obliczeń "Parkietu", od sierpnia do końca listopada średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Krakowie poszła w górę o 19,4 proc., w Warszawie o 17,2 proc., a w Poznaniu o 9,6 proc. Jesienią ceny mieszkań pobiły rekordy i złamały kolejne granice.

- Na rynku nie było oznak "zimowego snu". Wręcz przeciwnie. Listopad był kolejnym miesiącem, w którym doszło do wzrostu średnich cen w największych polskich aglomeracjach. Po dwóch miesiącach gwałtownych podwyżek nieco spokojniej było w "mieście loftów": średnia cena metra kwadratowego w Łodzi wzrosła "tylko" o 2,1 proc., osiągając wartość 4374 zł - komentuje sytuację na rynku nieruchomości pod koniec jesieni Maciej Dymkowski, dyrektor ds. rozwoju RedNet Property Group, właściciela serwisu www.tabelaofert.pl.

Rekordowe zmiany odnotowano tym razem w Trójmieście, gdzie średnia wartość metra kwadratowego wzrosła o 13,1 proc. i przekroczyła 5800 zł. Po korekcie w październiku ożywił się rynek wrocławski (wzrost ceny metra kwadratowego o 7,1 proc., do 6640 zł). Rosły również ceny w Krakowie (7182 zł za metr kwadratowy) i Warszawie (7290 zł). Poznań był jedynym miastem, w którym sytuacja w listopadzie była spokojna. W stolicy Wielkopolski wzrost był kosmetyczny i wyniósł 0,2 proc. (średnia cena metra kwadratowego osiągnęła 4324 zł).

Mieszkania używane też coraz droższe

Sytuacja na rynku wtórnym w październiku wróciła do stanu sprzed wakacji. O ile w wakacje widać było spowolnienie trendów i zmniejszoną aktywność kupujących, o tyle na przełomie września i października wzrosła liczba osób poszukujących mieszkań oraz liczba transakcji - mówi Maciej Król z agencji Bracia Strzelczyk Nieruchomości. - Zbliżający się koniec roku i święta Bożego Narodzenia raczej nie wpływają na zmniejszenie zainteresowania mieszkaniami. Analogicznie do lat ubiegłych w grudniu można spodziewać się kontynuacji październikowych i listopadowych wzrostów. Wszystko wskazuje na to, że tegoroczny średni wzrost cen mieszkań przekroczy poziom 20 procent. Spodziewamy się, że te tendencje utrzymają się także w nadchodzącym roku - twierdzi Maciej Król.

Reklama
Reklama

31 tysięcy złotych za metr działki

Za wysokimi cenami mieszkań podążały ceny gruntów. Listopad był miesiącem rekordów. - W Warszawie trzy działki zmieniły właścicieli - za metr kwadratowy płacono od 7200 do 31000 zł! Również we Wrocławiu doszło do spektakularnej transakcji - 4,5 ha gruntu kosztowało hiszpańską Grupo Prasę 370 mln zł - wylicza Maciej Dymkowski z RedNet Property Group. - Ceny, jakie osiągnięto podczas przetargów w Warszawie i Wrocławiu, przyprawiły uczestników rynku o zawrót głowy: 7,2 tys. zł za metr kwadratowy działki przy ul. Chełmskiej w Warszawie, ponad 8 tys. we Wrocławiu (Centrum Południowe) i 13,2 tys. zł za metr kwadratowy ziemi przy ul Inflanckiej (na granicy warszawskiego Śródmieścia i Źoliborza). Chyba niewiele osób sądziło, że ktoś jest w stanie przebić kwoty zapłacone przez hiszpańskich deweloperów (wszystkie działki trafiły do firm z Półwyspu Iberyjskiego). Okazało się, że to była przygrywka. Dwie sąsiednie działki przy ulicy Hożej i Mokotowskiej w Warszawie (powierzchnia ok. 1,9 tys. mkw) irlandzcy inwestorzy kupili za 58 mln zł, czyli niemal 31 tys. złotych za metr kwadratowy! W tej sytuacji można tylko spytać: kto i kiedy da więcej? - pyta retorycznie Maciej Dymkowski.

- W sytuacji rosnących cen działek i kosztów budowy dodatkowego znaczenia nabiera przyjęcie definicji budownictwa społecznego, obejmującej jak największy segment rynku. Przede wszystkim cieszy kryterium powierzchniowe - za "społeczne" mają zostać uznane mieszkania do 120 metrów kwadratowych oraz domy, których powierzchnia nie przekracza 200 metrów kwadratowych. O ile można spierać się w kwestii wielkości budynków jednorodzinnych, o tyle limit w przypadku mieszkań jest rozsądny i nie należy mieć pretensji o taki właśnie metraż. Cieszy również plan obłożenia wyższym VAT-em jedynie kwoty, którą będziemy płacić za powierzchniOznacza to, że 22 proc. podatku, kupując dom o powierzchni na przykład 250 mkw., będziemy naliczać od ceny 50 mkw. lokalu - tłumaczy dyrektor RedNet Property Group. - Nareszcie wiadomo, jakie są reguły gry. Ta decyzja powinna nieco uspokoić emocje na rynku. Oczywiście, nie zadziała jak czarodziejska różdżka i nie zatrzyma nagle wzrostu cen, ale daje nadzieję na większą normalność, a tej ostatnio wyraźnie brakuje.

Spekulowanie i wysoki zysk ważniejsze od budów?

Czy ceny mieszkań i działek rosną do niespotykanych rozmiarów, bo deweloperzy zwyczajnie wolą spekulować ziemią i dużo na niej zarabiać, a nie szybko budować domy?

- Nie jest prawdą, że licząc na większy zarobek, deweloperzy tworzą banki ziemi i opóźniają inwestycje. Mogą zdarzać się pojedyncze przypadki, jednak taka opinia jest krzywdząca dla firm, które od wielu lat tworzą polski rynek - twierdzi Dror Kerem, dyrektor generalny Ronson Development. Zapewnia, że deweloperzy zarabiają na budowie mieszkań, a nie na spekulacjach ziemią.

Reklama
Reklama

- To nonsens. Gdybym miał spekulować ziemią, kupiłbym działki i wyjechał, a nie utrzymywał organizację - mówi Dror Kerem. - W dzisiejszych warunkach rynkowych mogę zbudować mieszkania i czekać. Ale buduję, ponieważ muszę sprzedawać, muszę utrzymać firmę i zapłacić pracownikom.

Drora Kerema nie dziwi, że w Warszawie brakuje mieszkań. Do niedawna deweloper miał do sprzedaży jedynie 11 lokali. Kolejnych 120 lokali pojawi się w sprzedaży przed końcem roku. Deweloper przewiduje, że sprzeda mieszkania w ciągu miesiąca do dwóch. Dla firmy, która pracuje obecnie nad 17 projektami, to niezadowalająca liczba. - Jeśli uzyskanie zgody na projekt na Bielanach (gdzie jest miejscowy plan zagospodarowania), w którym ma się znaleźć 60 mieszkań, zabiera trzy lata, widać, że system nie funkcjonuje tak, jak powinien - mówi Kerem. Dyrektor generalny Ronson Development nie chce szukać winnych takiej sytuacji. Zauważa jednak, że tracą na niej wszystkie zainteresowane grupy: klienci, ponieważ rosną ceny, deweloperzy, którzy nie mogą prowadzić swojej działalności, samorząd, ponieważ do budżetu miasta nie wpływają podatki od tych inwestycji, oraz mieszkańcy, ponieważ Warszawa nie rozwija się wystarczająco szybko.

Dror Kerem przyznaje, że stolica Polski zmaga się z problemem niewystarczającej liczby rąk do pracy w urzędach. W krótkim czasie liczba wniosków, jakie muszą rozpatrzyć urzędnicy, zwiększyła się trzy-, czterokrotnie. Sytuację można naprawić na różne sposoby. - Na pewno wszyscy skorzystają na sytuacji, jeśli władze miasta będą priorytetowo traktowały wydawanie zezwoleń na budowę. Obecny sposób działania zniechęca ludzi do podejmowania decyzji. Tak nie powinno być - mówi.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama