Takie zachowanie byłoby logiczne. Tyle tylko, że rynek nie jest logiczny, ale emocjonalny. A emocje mogą być ciężkie do powstrzymania, po wczorajszej słabej sesji.
Marcowe kontrakty terminowe na indeks WIG20, rozpoczęły czwartkowe notowania od śladowego spadku. O godzinie 9:03 testowały one poziom 3343 pkt., tracąc 0,09 proc. w stosunku do wczorajszego zamknięcia. To jednak w żaden sposób nie przesądza o losach dzisiejszej sesji na warszawskiej parkiecie.
Środa na GPW zakończyła się spadkami wszystkich głównych indeksów. Najwięcej, bo 2,66 proc. stracił indeks średnich spółek. Pozostałe indeksy doświadczyły już mniejszych spadków. WIG spadł o 1,21 proc., TechWIG o 0,71 proc., a WIG20 zakończył dzień stratą 0,59 proc.
Rozmiar środowej zniżki nie straszy. Nawet w przypadku MidWIG-u. Straszyć natomiast może kontekst tej zniżki. Przecena w Warszawie miała miejsce w sytuacji gdy rósł BUX, rosły czołowe europejskie parkiety oraz Wall Street. To może niepokoić. Tym bardziej, że wczoraj został anulowany "tajlandzki czynnik ryzyka". Władze Tajlandii anulowały bowiem część regulacji, które we wtorek wpłynęły na załamanie tamtejszej giełdy, co przełożyło się również na spadki na GPW. W reakcji na to, tamtejszy rynek odrobił ponad 2/3 wtorkowych strat.
Spadki w Warszawie w takim kontekście rynkowym, wskazują na to, że część inwestorów może być świadoma, że akcje są zbyt drogie i pozbywa się ich, zanim nastroje na świecie pogorszą się na tyle, żeby doprowadzić do silnej korekty. Zwłaszcza dotyczy to wyśrubowanych cen średnich i małych spółek, gdzie niska płynność sprawia, że jednoczesna chęć wyjścia z inwestycji większej liczby graczy, musi zakończyć się silną przeceną. Pytanie tylko, czy ta świadomość wystarczy do silniejszej zniżki w końcówce roku? Zniżki, która niewątpliwie nie jest na rękę zarządzającym funduszom.