Akcje czeskiej spółki Pegas, notowane wczoraj pierwszy raz w War- szawie, kosztowały na otwarciu 104 zł. Było to 3,5 proc. poniżej kursu odniesienia (107,8 zł) ustalonego na podstawie ceny zamknięcia na praskiej giełdzie (obrót w trybie warunkowym w Pradze rozpoczął się już w poniedziałek) i 1,6 proc. powyżej ceny emisyjnej (102,33 zł). Na koniec sesji za papiery na GPW płacono 103 zł.
- Z firmy nie ma żadnych negatywnych informacji. Przyczyny dzisiejszego spadku notowań szukałbym w ogólnej sytuacji na rynku - komentuje Milos Bogdan, prezes Pegasa. Firma zaoferowała 1,81 mln walorów (po emisji kapitał zakładowy dzieli się na blisko 9,2 mln akcji). Dodatkowo 2,57 mln papierów sprzedał brytyjski fundusz Pamplona. W ramach oferty 90 proc. papierów trafiło do instytucji. 10 proc. objęli inwestorzy indywidualni.
Czesi inwestują w produkcję
Pegas z emisji zdobył 48,9 mln euro. Pieniądze zostaną przeznaczone głównie na spłatę kredytu, jaki spółka ma wobec swojego głównego udziałowca. Rozwój spółki będzie finansowany ze środków własnych. Firma włókiennicza ma teraz dwa zakłady w Czechach. Pod koniec przyszłego roku zostanie oddana do użytku ósma linia technologiczna. Pegas wyda na nią około 40 mln euro. Dzięki niej moce produkcyjne zwiększą się o 15 tys. ton włóknin rocznie (teraz wynoszą 53 tys. ton). Na nowych maszynach będą wytwarzane specjalne włókniny, których proces wytwarzania jest najtrudniejszy technologicznie. Na ich sprzedaży firma uzyskuje najwyższe marże.
Firma na razie nie myśli o innych przedsięwzięciach inwestycyjnych. - Nie mamy żadnych planów przejęcia polskich spółek ani budowy fabryk w Polsce. Naszym docelowym regionem jest Rosja - mówi prezes Pegasa. Podkreśla jednak, że nie ma jeszcze konkretnych planów dotyczących rozwoju w tym rejonie. Na razie spółka prowadzi analizy rynku.